Czarcia Łapa, kamień nieszczęścia i sen Leszka Czarnego. Legendarny Lublin

Ślad wypalony na starym stole, głaz, któremu od wieków przypisuje się sprowadzanie nieszczęść, i sen średniowiecznego księcia – lubelskie podania są mocno związane z miejscami, które nadal można odnaleźć podczas spaceru po mieście. Najsłynniejsze historie prowadzą przez Rynek, okolice Bramy Trynitarskiej i plac Po Farze, pokazując Lublin z zupełnie innej perspektywy.

W wielu miejskich legendach niezwykłe wydarzenia zostają przypisane do konkretnego budynku, ulicy albo przedmiotu. Podobny mechanizm można odnaleźć w najpopularniejszych legendach Płocka, ale w Lublinie jest szczególnie wyraźny. Tutaj nawet opowieść o diabelskim procesie otrzymała swój materialny rekwizyt.

Czarcia Łapa i proces, który miały powtórzyć diabły

Jedna z najbardziej rozpoznawalnych lubelskich legend związana jest z Trybunałem Koronnym na Rynku Starego Miasta. Jedna z utrwalonych wersji przenosi jej akcję do 1637 roku. Przed sądem miał wówczas toczyć się spór między ubogą wdową a zamożnym magnatem. Kobieta była przekonana o swojej racji, lecz sędziowie wydali orzeczenie korzystne dla jej wpływowego przeciwnika.

Rozżalona niesprawiedliwym werdyktem wdowa miała powiedzieć, że nawet diabły osądziłyby ją uczciwiej. Według podania jej słowa zostały potraktowane dosłownie. Nocą w Trybunale pojawili się niezwykli sędziowie, którzy jeszcze raz zapoznali się ze sprawą i tym razem rozstrzygnęli ją na korzyść kobiety.

Legenda nie kończy się jednak na samym wyroku. Jeden z czartów miał położyć dłoń na sędziowskim stole i wypalić w drewnie jej ślad. Właśnie od tego znaku wzięło się popularne określenie „Czarcia Łapa”.

Stół kojarzony z podaniem rzeczywiście istnieje i znajduje się obecnie w zbiorach Muzeum Narodowego w Lublinie na Zamku Lubelskim. Jego obecność nie potwierdza oczywiście historii o diabelskim sądzie, ale pokazuje, jak mocno legenda zrosła się z rzeczywistym przedmiotem i przestrzenią miasta.

W tej opowieści diabły pełnią zresztą nietypową rolę. Nie sprowadzają człowieka na złą drogę, lecz okazują się bardziej sprawiedliwe od ludzi powołanych do wydawania wyroków. Dzięki tej przewrotności Czarcia Łapa stała się czymś więcej niż historią o siłach nadprzyrodzonych. To również opowieść o prawie, które traci swoją wartość, gdy można je podporządkować pieniądzom i wpływom.

Kamień nieszczęścia miał pamiętać śmierć niewinnego człowieka

Niedaleko Rynku znajduje się kolejne miejsce związane z lubelskim podaniem. Przy zbiegu ulic Jezuickiej i Teodora Gruella, w pobliżu Bramy Trynitarskiej, leży kamień nieszczęścia. Niepozorny głaz od dawna zajmuje szczególne miejsce w miejscowych opowieściach.

Według legendy kamień pochodził ze Sławinka, a na początku XV wieku miał znaleźć się na placu Bernardyńskim jako podstawa pod pień wykorzystywany podczas egzekucji. Pewnego dnia stracono tam niewinnego człowieka. Cios kata miał rozłupać drewniany pień, a ostrze pozostawić ślad również na kamieniu. Od tej chwili głazowi zaczęto przypisywać przynoszenie nieszczęścia.

W kolejnych epizodach podania kamień trafia do różnych części Lublina, a wraz z jego wędrówką pojawiają się następne historie o niefortunnych zdarzeniach. Jedna z nich opowiada o kobiecie, która miała potknąć się w pobliżu głazu i rozlać niesione jedzenie. Psy, które zlizały jego resztki, według legendy później padły. Inna wersja wiąże nieszczęście z piekarzem, który miał użyć kamienia podczas budowy pieca, oraz z murarzem próbującym rozbić go młotem.

Z czasem do opowieści dołączano następne tragiczne wydarzenia. Nie tworzą one udokumentowanego ciągu historycznego, lecz pokazują, w jaki sposób miejska legenda potrafi rozwijać się przez pokolenia. Każdy kolejny wypadek czy niewytłumaczalne zdarzenie można było dopisać do już istniejącej historii przeklętego głazu.

Podobny mechanizm można dostrzec w legendach Borów Tucholskich, gdzie pojedynczy kamień, jezioro czy fragment lasu stawał się punktem, wokół którego narastały kolejne opowieści. W Lublinie taki przedmiot znalazł się niemal w samym sercu historycznego miasta.

Leszek Czarny miał otrzymać wskazówkę podczas snu

Inny charakter ma legenda związana z Leszkiem Czarnym, księciem krakowskim i sandomierskim. Jej śladem jest dziś przede wszystkim plac Po Farze, gdzie odtworzono zarys fundamentów nieistniejącego kościoła św. Michała.

Według podania Leszek Czarny, zmęczony walkami z Litwinami i Jadźwingami, zatrzymał się w Lublinie i zasnął pod dębem. We śnie miał ukazać mu się św. Michał Archanioł, wręczyć miecz i nakazać ruszyć za przeciwnikiem. Po przebudzeniu książę miał posłuchać wskazówki, rozpocząć pościg i odnieść zwycięstwo.

Dalsza część legendy opowiada o powrocie Leszka do miejsca niezwykłego snu. W podziękowaniu za zwycięstwo miał ufundować kościół pod wezwaniem św. Michała. Dąb, pod którym odpoczywał, został według podania ścięty, a jego pień wykorzystano jako podstawę ołtarza.

Świątynia, nazywana lubelską farą, nie dotrwała do naszych czasów. Została rozebrana w XIX wieku, a dzisiejszy plac Po Farze przypomina o niej dzięki odtworzonemu zarysowi fundamentów. Opowieść o książęcym śnie przetrwała natomiast znacznie dłużej niż sam kościół i wciąż pozostaje jedną z historii związanych z tym fragmentem Starego Miasta.

Miasto można czytać również przez jego podania

Czarcia Łapa, kamień nieszczęścia i sen Leszka Czarnego różnią się bohaterami oraz czasem, do którego odsyłają. Łączy je sposób, w jaki zostały osadzone w miejskiej przestrzeni. Trybunał nadal stoi na Rynku, kamień można zobaczyć przy ulicy Jezuickiej, a plac Po Farze zachował pamięć o świątyni, wokół której rozwinęła się legenda średniowiecznego księcia.

Takie przywiązanie podań do realnych miejsc sprawia, że miejska legenda zaczyna tworzyć dodatkową mapę miasta. Widać to również w legendach Katowic, gdzie opowieści wyrastają z kopalń, stawów i dawnych dzielnic. W Lublinie tę trasę można przejść niemal w całości pieszo: od Zamku Lubelskiego przez Rynek i dawny Trybunał aż po Bramę Trynitarską i plac Po Farze.

Nie trzeba przy tym traktować dawnych podań jak kronikarskiego zapisu wydarzeń. Ich znaczenie polega na czymś innym. Przechowały pamięć o miejscach, nadały im bohaterów i sprawiły, że ślad na stole, niepozorny kamień czy zarys nieistniejącego kościoła otrzymały własne historie. Dzięki nim spacer po lubelskim Starym Mieście może prowadzić równocześnie przez rzeczywistą przeszłość miasta i świat wyobraźni jego dawnych mieszkańców.

By Ola A.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *