Jeszcze kilka lat temu rozmowa amerykańskich władz o UFO zwykle kończyła się na ostrożnym komunikacie albo kolejnym wojskowym nagraniu, którego nie potrafiono jednoznacznie wyjaśnić. W 2026 roku sytuacja wygląda inaczej. Donald Trump polecił administracji szukać i ujawniać rządowe materiały związane z UFO, UAP oraz życiem pozaziemskim, a kolejne partie dokumentów zaczęły trafiać do publicznej bazy. Nie oznacza to jednak, że Waszyngton właśnie przyznał: „kosmici są wśród nas”. W nowych aktach ciekawsze od sensacyjnej odpowiedzi okazuje się to, jak długo amerykańskie państwo próbuje radzić sobie z tym samym pytaniem.
Trump otworzył kolejną szufladę
Temat nabrał rozpędu w lutym 2026 roku. Trump zapowiedział rozpoczęcie procesu identyfikowania i ujawniania materiałów rządowych dotyczących UFO, UAP, życia pozaziemskiego i innych powiązanych informacji. Pierwszą partię dokumentów opublikowano 8 maja. Następne pojawiły się 22 maja, 12 czerwca, 10 lipca i 7 sierpnia.
Powstała specjalna baza PURSUE – Presidential Unsealing and Reporting System for UAP Encounters. Po pięciu publikacjach obejmuje ona setki materiałów pochodzących z różnych instytucji federalnych. Są tam stare meldunki, analizy, fotografie, szkice i nagrania. Niektóre dotyczą wydarzeń sprzed kilkudziesięciu lat, inne znacznie nowszych obserwacji.
Wśród dokumentów można znaleźć opisy trójkątnych obiektów, niezwykłych świateł, kul czy przypadków, których świadkowie nie potrafili przypisać do znanych samolotów. Sam fakt umieszczenia zgłoszenia w rządowym archiwum nie jest jednak potwierdzeniem niezwykłego pochodzenia obiektu. Część spraw pozostaje nierozstrzygnięta po prostu dlatego, że zabrakło danych pozwalających ustalić, co znalazło się przed kamerą albo oczami obserwatora. To rozróżnienie jest fundamentalne: UAP oznacza zjawisko niezidentyfikowane, a nie pojazd pozaziemskiej cywilizacji.
Amerykanie patrzą w niebo od 1947 roku
Dzisiejsza gorączka ma korzenie w pierwszych latach powojennych. W czerwcu 1947 roku pilot Kenneth Arnold opowiedział o dziwnych obiektach widzianych podczas lotu w pobliżu Mount Rainier. Relacja szybko dostała się do prasy, a określenie „flying saucer” – latający spodek – weszło do masowego obiegu. Kilka tygodni później wydarzył się Roswell.
Na ranczu w Nowym Meksyku znaleziono szczątki urządzenia, a wojskowy komunikat prasowy początkowo mówił o odzyskaniu „flying disc”. Wiadomość szybko wycofano. Z czasem wokół Roswell powstała opowieść o rozbitym statku kosmicznym, ciałach obcych i wielkiej operacji tuszowania prawdy.
Późniejsze dochodzenia amerykańskich instytucji nie potwierdziły tej wersji. Siły Powietrzne wiązały znalezisko z tajnym wówczas Project Mogul, w którym wykorzystywano urządzenia balonowe do wykrywania radzieckich prób jądrowych. Przeszukiwanie archiwów nie przyniosło też dokumentów potwierdzających odzyskanie istot pozaziemskich.
Roswell pozostało jednak Roswell. Mit był już zbyt silny, a atmosfera rodzącej się zimnej wojny tylko mu sprzyjała. Wojsko rzeczywiście prowadziło tajne programy. Nad pustyniami testowano nową technikę. Zwykły obywatel wiedział o tym bardzo niewiele. W takich warunkach każda luka informacyjna natychmiast zapełniała się domysłami.
12 618 obserwacji i 701 znaków zapytania
Amerykańskie Siły Powietrzne nie ograniczyły się do dementowania historii o kosmitach. Przez lata zbierały i analizowały zgłoszenia dotyczące nieznanych obiektów. Najbardziej znanym programem był Project Blue Book. Do momentu jego zamknięcia w 1969 roku zarejestrowano 12 618 obserwacji. Większość udało się wyjaśnić. 701 przypadków pozostało zakwalifikowanych jako niezidentyfikowane.
Ta ostatnia liczba do dzisiaj robi karierę w publikacjach poświęconych UFO, chociaż stanowisko Sił Powietrznych było znacznie mniej spektakularne. Nie znaleziono dowodów, że niewyjaśnione przypadki reprezentowały technologię znajdującą się poza ówczesną wiedzą naukową. Nie stwierdzono również, by stanowiły pojazdy pozaziemskie. W archiwach zostało więc kilkaset znaków zapytania – ale znak zapytania nie jest dowodem.
Trzy filmy zmieniły ton rozmowy
Temat wrócił z zupełnie inną siłą kilkadziesiąt lat później. W kwietniu 2020 roku Departament Obrony oficjalnie opublikował trzy nagrania wykonane przez amerykańską marynarkę wojenną. Jedno pochodziło z 2004 roku, dwa z 2015.
Filmy wcześniej krążyły już poza oficjalnym obiegiem. Pentagon potwierdził jednak, że są autentycznymi nagraniami marynarki i że widoczne na nich zjawiska pozostają sklasyfikowane jako niezidentyfikowane. To wystarczyło, żeby debata dostała drugie życie.
Różnica była zasadnicza. Tym razem nie chodziło o człowieka, który pół wieku wcześniej zobaczył światło nad pustynią. Materiały pochodziły z wojskowych systemów obserwacyjnych, a o nietypowych spotkaniach zaczęli publicznie mówić doświadczeni piloci.
Dla Pentagonu sprawa miała bardzo przyziemny wymiar. Niezidentyfikowany obiekt w pobliżu ćwiczących samolotów może być problemem bezpieczeństwa niezależnie od tego, czy jest dronem przeciwnika, balonem, błędem sensora czy czymś, czego jeszcze nie udało się rozpoznać.
Kongres słuchał ludzi mówiących o niezwykłych programach
W lipcu 2023 roku sprawa trafiła przed komisję Izby Reprezentantów. Zeznawali były pilot marynarki David Fravor, Ryan Graves oraz były pracownik amerykańskiego wywiadu David Grusch.
Największe emocje wywołał Grusch. Publicznie mówił o informacjach dotyczących programów odzyskiwania obiektów oraz o „nonhuman biologics”, powołując się na relacje osób, które – według jego słów – miały bezpośrednią wiedzę o takich działaniach. Nie twierdził podczas publicznego przesłuchania, że sam osobiście widział odzyskane istoty czy badał materiał biologiczny.
Jego słowa natychmiast obiegły świat. Sam fakt złożenia takich zeznań przed Kongresem był niezwykły, ale nie oznaczał potwierdzenia przedstawionych twierdzeń przez komisję ani inne instytucje federalne.
Późniejsze historyczne dochodzenie AARO – biura stworzonego do analizowania UAP – nie znalazło empirycznych dowodów, że rząd USA lub współpracujące z nim przedsiębiorstwa prowadziły program inżynierii wstecznej technologii pozaziemskiej. Urząd wskazywał też, że część historii mogła powstać przez błędne łączenie prawdziwych, tajnych programów wojskowych z opowieściami o obcych.
To charakterystyczny motyw całej historii UFO w USA. Tajne programy są rzeczywiste. Tajne samoloty są rzeczywiste. Utajnione dokumenty również. Znacznie trudniej wykazać ostatni krok: że za tajemnicą stoi cywilizacja spoza Ziemi.
NASA nie znalazła dowodu na obcych
Jeszcze ostrożniej wypowiada się NASA. Agencja nie twierdzi, że każdy przypadek UAP został wyjaśniony. Jej stanowisko jest prostsze: nie ma obecnie wiarygodnych dowodów, że obserwowane UAP mają pochodzenie pozaziemskie.
Problemem często okazuje się jakość materiału. Nagranie może trwać kilka sekund. Obiekt został zarejestrowany tylko jednym urządzeniem. Brakuje danych o odległości, prędkości albo warunkach atmosferycznych. Bez tego trudno rozstrzygnąć, czy widzimy coś niezwykłego, czy niezwykle wyglądający przykład czegoś zupełnie zwyczajnego. NASA przyjęła więc podejście mniej efektowne niż filmy science fiction: potrzeba większej liczby danych i lepszych metod ich zbierania.
Nowe akta nie kończą sprawy. Właściwie otwierają ją jeszcze szerzej
Decyzja Trumpa nie dostarczyła dotąd dowodu, który pozwalałby napisać, że amerykańskie władze potwierdziły obecność pozaziemskiej technologii. Przyniosła za to ogromną porcję materiałów pokazujących, jak długo UFO było obecne w dokumentach wojska, wywiadu i innych federalnych instytucji. I chyba właśnie dlatego temat tak dobrze trzyma się w amerykańskiej kulturze.
Nie chodzi już wyłącznie o pytanie, czy nad Arizoną, Nowym Meksykiem albo oceanem latał kiedyś statek z innej planety. To także historia nieufności wobec państwa, tajnych wojskowych eksperymentów, utajniania informacji i odkrywania po latach, że część pozornie fantastycznych programów naprawdę istniała – choć nie miała nic wspólnego z kosmitami.
Piąta partia materiałów PURSUE ukazała się 7 sierpnia 2026 roku. Zapowiedziano dalsze ujawnianie dokumentów w miarę ich identyfikowania, przeglądania i przygotowywania do publikacji. Można więc spodziewać się, że sprawa jeszcze długo pozostanie obecna w amerykańskiej debacie.
Po prawie osiemdziesięciu latach od Roswell nie pojawiła się jednak odpowiedź, na którą od dekad czekają zwolennicy najbardziej niezwykłych teorii. Amerykańskie instytucje nie przedstawiły dotąd publicznie potwierdzonego dowodu na wizyty pozaziemskiej cywilizacji. Są za to tysiące stron dokumentów, zeznania świadków, wojskowe nagrania oraz przypadki, których na podstawie dostępnych danych nie udało się rozstrzygnąć. I właśnie ta różnica sprawia, że historia UFO w Ameryce wciąż nie ma ostatniego rozdziału.
Źródła
U.S. National Archives and Records Administration; U.S. Government Accountability Office; U.S. Department of Defense; All-domain Anomaly Resolution Office (AARO); NASA; U.S. House Committee on Oversight and Accountability; Congress.gov; PURSUE – Presidential Unsealing and Reporting System for UAP Encounters.


