Mostek Pokutnic, krasnale i kamienne twarze. Legendarny Wrocław

Wrocławskie legendy kryją się wysoko między kościelnymi wieżami, w kamiennych detalach gotyckich budowli i przy ulicach, którymi każdego dnia przechodzą tysiące osób. Jedne powtarzano przez pokolenia, inne narodziły się znacznie później. Wszystkie są jednak związane z miejscami, które nadal można odnaleźć podczas spaceru po mieście.

Mostek Pokutnic miał być miejscem kary

Jedna z najbardziej znanych wrocławskich legend prowadzi do kościoła św. Marii Magdaleny. Jego dwie wieże łączy Mostek Pokutnic, nazywany również Mostkiem Czarownic. Kładka znajduje się około 45 metrów nad ziemią i obecnie pełni funkcję punktu widokowego. Połączenie między wieżami istniało już w XV wieku, choć dzisiejszy mostek jest efektem późniejszych odbudów.

W legendzie nie służy on jednak do podziwiania panoramy Wrocławia. Miał być miejscem pokuty dusz młodych kobiet, które za życia unikały obowiązków i nie chciały podporządkować się oczekiwaniom otoczenia. Nocami z wysokości miały dochodzić odgłosy zamiatania, a na kładce pojawiały się postacie skazane na wykonywanie po śmierci pracy, której wcześniej nie chciały podejmować.

Jedna z najbardziej rozbudowanych wersji opowiada o Tekli. Dziewczyna miała lubić zabawy i strojenie się, a jednocześnie stronić od pracy i nie planować zamążpójścia. Rozgniewany ojciec przeklął córkę, po czym tajemnicze siły przeniosły ją na mostek między wieżami. Tam Tekla miała bez końca zamiatać kładkę. W popularnej wersji opowieści z pomocą przychodzi jej Martynka, która doprowadza do zdjęcia klątwy.

Dzisiaj historia Tekli może być czytana jako ślad dawnych wyobrażeń o obowiązkach i społecznej roli kobiet. Sam mechanizm legendy jest jednak dobrze znany także z innych miast: charakterystyczna budowla otrzymuje opowieść, która tłumaczy jej nazwę i nadaje jej dodatkowe znaczenie. Podobnie dzieje się w legendach Lwowa, gdzie rzeczywiste ulice i zabytki przez lata obrastały fantastycznymi historiami.

Dzwon Grzesznika przypominał o zbrodni ludwisarza

Z kościołem św. Marii Magdaleny związane jest jeszcze jedno ponure podanie. Jego bohaterem został Dzwon Grzesznika oraz ludwisarz Michał Wilde.

Sam dzwon istniał naprawdę. Powstał w XIV wieku i należał do największych dzwonów na Śląsku. Nie przetrwał zniszczeń z końca II wojny światowej. Miejskie podanie przypisało jednak jego powstaniu dramatyczną historię.

Według legendy podczas nieobecności mistrza jeden z jego uczniów samodzielnie dokończył odlewanie wielkiego dzwonu. Wilde miał uznać, że chłopak zniszczył długo przygotowywane dzieło. W przypływie gniewu zabił go, zanim przekonał się, że odlew się udał.

Za zabójstwo ludwisarza skazano na śmierć. Jego ostatnim życzeniem miało być usłyszenie dźwięku ukończonego dzwonu. Z czasem podanie połączyło jego brzmienie także z innymi skazańcami, nadając Dzwonowi Grzesznika znaczenie wykraczające daleko poza jego pierwotną funkcję.

Ostatnia kluska okazała się najważniejsza

Na Ostrowie Tumskim wrocławskie legendy zostały zapisane w znacznie mniejszych detalach. Przy kościele św. Idziego znajduje się arkada łącząca świątynię z dawnym budynkiem kapituły. W jej murze można dostrzec kamienny element, który miejscowe podanie zamieniło w skamieniałą kluskę.

Według legendy Konrad bardzo przeżywał śmierć swojej żony Agnieszki. Szczególnie brakowało mu przygotowywanych przez nią klusek. Pewnego dnia zasnął i zobaczył zmarłą we śnie. Agnieszka miała pozostawić mu niezwykłą miskę, która sama napełniała się jedzeniem. Obowiązywała tylko jedna zasada – ostatnia kluska zawsze musiała pozostać na dnie.

Konrad nie potrafił jednak zachować umiaru. Kiedy spróbował zjeść również ostatnią kluskę, ta wymknęła mu się i wylądowała na arkadzie, gdzie miała zamienić się w kamień. W tym samym momencie cudowna miska straciła swoją moc.

Niewielki element architektury otrzymał w ten sposób historię o chciwości i przekroczeniu zakazu. Podobny związek między prawdziwym miejscem a fantastycznym wyjaśnieniem można znaleźć w legendach Poznania, gdzie również niepozorne detale miejskiej przestrzeni stały się bohaterami opowieści przekazywanych kolejnym pokoleniom.

Kamienna głowa miała należeć do podpalacza

Znacznie mroczniejsza historia związana jest z katedrą św. Jana Chrzciciela. Na jednej z jej wież można dostrzec kamienną głowę. W legendzie stała się ona pozostałością po człowieku ukaranym za przemoc i zemstę.

Bohaterem podania jest Henryk, ubogi czeladnik zakochany w Barbarze, córce złotnika. Brak majątku miał przekreślać jego szanse na zgodę ojca dziewczyny na małżeństwo. Henryk wyruszył więc zdobyć pieniądze, lecz zamiast uczciwie się wzbogacić, według legendy przyłączył się do rozbójników.

Po powrocie ponownie pojawił się u złotnika. Ten miał rozpoznać wśród jego kosztowności przedmioty pochodzące z rabunku i ponownie odmówić zgody na ślub. Rozgniewany Henryk podpalił dom niedoszłego teścia, a następnie wspiął się na wieżę katedry, aby obserwować pożar.

Kiedy wychylił głowę przez otwór w murze, nie potrafił jej już wyciągnąć. Według podania kamień zacisnął się wokół niego, a jego twarz pozostała w ścianie na zawsze. Widoczny na świątyni detal stał się w ten sposób przestrogą przed chciwością, zbrodnią i zemstą.

Krasnale wyrosły z zupełnie innej historii

Najbardziej rozpoznawalni współcześni bohaterowie Wrocławia nie mają średniowiecznego rodowodu. Ich historia prowadzi do lat 80. XX wieku i Pomarańczowej Alternatywy – ruchu, który za pomocą humoru, absurdu i ulicznych happeningów ośmieszał rzeczywistość PRL.

Na wrocławskich murach zaczęły pojawiać się malunki krasnali, które stały się jednym z najbardziej rozpoznawalnych symboli Pomarańczowej Alternatywy. Szczególne miejsce w historii ruchu zajmuje „Rewolucja Krasnoludków” z 1 czerwca 1988 roku, podczas której tysiące uczestników pojawiły się na ulicach w charakterystycznych czapkach.

Po latach krasnal przestał być wyłącznie symbolem politycznej kontrkultury. W mieście zaczęły pojawiać się niewielkie figurki, a wokół nich stopniowo powstał własny świat opowieści. Jedną z nich jest historia Chochlika Odrzańskiego, któremu przypisywano dokuczanie mieszkańcom nad Odrą. To już warstwa współczesnej miejskiej mitologii, odmienna od historycznych początków symbolu.

Właśnie krasnale najlepiej pokazują, że legenda miejska nie musi liczyć kilkuset lat. Można niemal prześledzić proces, w którym znak związany z konkretnym ruchem społecznym staje się symbolem całego miasta, a następnie zaczyna obrastać nowymi historiami.

Mostek Pokutnic, Kluskowa Brama i kamienna twarz na katedrze przypominają o świecie dawnych, często moralizujących podań. Krasnale należą już do zupełnie innej epoki, ale pełnią podobną funkcję – dodają rzeczywistej przestrzeni drugą, wyobrażoną warstwę. Tak jak w legendach Katowic, zwykły spacer po mieście może dzięki temu zmienić się w poszukiwanie miejsc, których znaczenie zaczyna się dopiero wtedy, gdy pozna się opowiadaną o nich historię.

By Ola A.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *