Sedina, klątwa Sydonii i podziemny Szczecin. Legendy portowego miasta

Jedna zniknęła z miejskiego pomnika podczas wojny, druga miała sprowadzić nieszczęście na książęcą dynastię, a pod dworcem naprawdę ciągną się korytarze ogromnego schronu. Szczecińskie legendy często zaczynają się od rzeczywistej postaci, miejsca albo przedmiotu, a dopiero później obrastają opowieściami. Port, Odra i wielowarstwowa historia miasta stworzyły dla nich wyjątkowo dobre tło.

Sedina była symbolem miasta, zanim stała się bohaterką opowieści

Trudno znaleźć postać mocniej kojarzoną z dawnym Szczecinem niż Sedina. Nie była jednak słowiańską boginią czczoną przez średniowiecznych mieszkańców tych ziem. Jej najbardziej znane wyobrażenie powstało pod koniec XIX wieku jako personifikacja miasta i jego portowej potęgi.

W 1898 roku w Szczecinie odsłonięto monumentalną fontannę autorstwa Ludwiga Manzla. Centralną część kompozycji zajmowała kobieca postać Sediny, przedstawiona z atrybutami nawiązującymi do żeglugi i handlu. Pomnik miał symbolizować znaczenie Szczecina jako dużego portu i ośrodka gospodarczego.

Podczas II wojny światowej brązowe figury fontanny zostały zdemontowane. Według najczęściej przyjmowanej wersji przeznaczono je do przetopienia na potrzeby wojenne, choć dalszy los oryginalnej kompozycji nie jest całkowicie pewny. Po wojnie Sedina nie wróciła już na swoje dawne miejsce.

Z czasem wokół postaci zaczęły powstawać opowieści wykraczające poza pierwotne znaczenie pomnika. Sedina bywała przedstawiana niemal jak opiekunka miasta, związana z Odrą, morzem i portem. Łatwo łączyła się też w miejskiej wyobraźni z gryfem – stworzeniem obecnym od stuleci w heraldyce Pomorza. Historię tego symbolu przybliża tekst o gryfie jako skrzydlatym strażniku dawnych mitów.

Sedina pokazuje, że legenda nie musi mieć średniowiecznego rodowodu. Czasami wystarczy wyrazisty symbol, zaginiony monument i pamięć kolejnych pokoleń mieszkańców, aby wokół rzeczywistego zabytku zaczęła powstawać miejska mitologia.

Sydonia von Borck i klątwa, która miała zgubić Gryfitów

Jeśli Sedina jest postacią symboliczną, Sydonia von Borck istniała naprawdę. Pomorska szlachcianka przez lata prowadziła spory majątkowe, a część życia spędziła w klasztorze w Marianowie. Ostatecznie została oskarżona o czary. W 1620 roku skazano ją na śmierć, a wyrok wykonano w Szczecinie. Po ścięciu jej ciało spalono.

Właśnie w tym miejscu historia zaczyna mieszać się z legendą.

Według późniejszego podania Sydonia miała być uczuciowo związana z księciem Ernestem Ludwikiem. Niespełniona miłość oraz późniejsze konflikty miały doprowadzić ją do rzucenia klątwy na dynastię Gryfitów. Ród książęcy miał wygasnąć, a kolejne zgony jego przedstawicieli zaczęto z czasem traktować jako dowód działania przekleństwa.

Legenda działała na wyobraźnię tym mocniej, że wkrótce wydarzyło się coś, co można było odczytać jako jej spełnienie. W 1637 roku, siedemnaście lat po egzekucji Sydonii, zmarł Bogusław XIV, ostatni panujący przedstawiciel dynastii. Historia Gryfitów, którzy przez stulecia rządzili Pomorzem Zachodnim, dobiegła wówczas końca w linii panującej.

Nie ma oczywiście podstaw, aby wygasanie dynastii wiązać z jakąkolwiek klątwą. Podanie wykorzystało jednak rzeczywistą zbieżność dat i wydarzeń. Dzięki temu Sydonia przestała funkcjonować wyłącznie jako postać tragicznego procesu o czary i stała się jedną z najbardziej rozpoznawalnych bohaterek pomorskich legend.

Sam Bogusław XIV, ostatni panujący Gryfita, zapisał się w historii z przyczyn całkowicie niezwiązanych z nadprzyrodzonymi opowieściami. Legenda Sydonii pokazuje jednak, jak łatwo rzeczywista historia dynastyczna może zostać po latach uporządkowana według dramatycznego, niemal baśniowego scenariusza.

Pod dworcem naprawdę znajduje się ogromny schron

Nie każda szczecińska tajemnica wymaga duchów czy klątw. Czasami samo rzeczywiste miejsce jest wystarczająco niezwykłe, aby pobudzać wyobraźnię.

Pod dworcem Szczecin Główny znajduje się rozległy schron zbudowany podczas II wojny światowej. W czasie nalotów chroniła się w nim niemiecka ludność cywilna. Po wojnie kompleks został przebudowany z myślą o wykorzystaniu jako schron przeciwatomowy. Dziś jego część można zwiedzać w ramach Podziemnych Tras Szczecina.

Obiekt mógł pomieścić ponad pięć tysięcy osób. Korytarze, masywne ściany i kolejne pomieszczenia tworzą przestrzeń, która bez dodatkowych zabiegów działa na wyobraźnię. Nic dziwnego, że wokół szczecińskich podziemi narosły historie o tajnych tunelach, ukrytych przejściach i korytarzach prowadzących daleko poza znaną część kompleksu.

Trzeba jednak oddzielić to, co udokumentowane, od miejskich opowieści. Istnienie dużego schronu pod dworcem, jego wojenne wykorzystanie oraz późniejsza przebudowa są faktami. Wizja jednej rozległej sieci tuneli łączącej najważniejsze obiekty Szczecina należy już przede wszystkim do sfery legend i domysłów.

Umbriaga – kot, który wszedł do szczecińskiego folkloru

Najbardziej nietypowy bohater szczecińskich opowieści nie był księciem, rzekomą czarownicą ani alegorią miasta. Był kotem.

Umbriaga naprawdę żył w Szczecinie na przełomie lat 40. i 50. XX wieku. Towarzyszył studentom Akademickiego Związku Żeglarskiego i pływał z nimi po jeziorze Dąbie, nazywanym żartobliwie Mare Dambiensis. Podczas jednej z wypraw jachtem „Tuńczyk” miał zejść na ląd w północnej części wyspy Dębiny i już nie wrócić.

Historia szybko zaczęła funkcjonować w środowisku miejscowych żeglarzy. Miejsce związane ze zniknięciem kota nazywano Ziemią Umbriagi, a sam bohater stopniowo urósł do rangi części lokalnego folkloru. W 2018 roku doczekał się własnej rzeźby w Alei Żeglarzy na Bulwarze Piastowskim.

Umbriaga dobrze pokazuje, jak powstają współczesne legendy. Nie potrzebował magicznych mocy ani klątwy. Wystarczyły prawdziwe zwierzę, żeglarskie wyprawy, tajemnicze zniknięcie i ludzie, którzy przez kolejne lata chcieli opowiadać tę historię dalej.

Sedina, Sydonia, wojenne podziemia i kot-żeglarz należą do zupełnie różnych epok. Łączy je Szczecin – miasto, w którym historia portu, książęcej dynastii, wojny i żeglarskiej codzienności pozostawiła wystarczająco wiele śladów, by obok udokumentowanej przeszłości mogła powstać również druga mapa miasta: zbudowana z podań, tajemnic i historii przekazywanych kolejnym pokoleniom.

By Ola A.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *