Płock, dawna stolica Polski i jedno z najstarszych miast Mazowsza, ma zestaw legend wyjątkowo mocno związanych z jego położeniem. Wszystko obraca się tu wokół wysokiej skarpy nad Wisłą, zamku na Tumskim Wzgórzu i podziemi, o których mieszkańcy mówić lubią od stuleci. To nie są anonimowe bajki – to opowieści, które da się „pokazać palcem”, bo dotyczą konkretnych miejsc w mieście. Poniżej wersja oczyszczona z dopisków i literackich fantazji – tylko to, co rzeczywiście krąży w płockiej tradycji.
Legenda o pogańskim wzgórzu i początkach miasta
Według lokalnej opowieści na miejscu dzisiejszego Wzgórza Tumskiego istniało przed chrztem ważne słowiańskie uroczysko. Stał tam prosty kamienny ołtarz z polnych głazów, a nad całością czuwał wieszcz–kapłan, w niektórych wersjach nazywany Gościwitem. Mieszkańcy z okolicy przynosili tu dary: miód, ziarno, mięso. W jednej, najbardziej znanej wersji mówi się nawet o ofierze z dziewczyny imieniem Zyta – ma to być „ostatnia” ofiara złożona przed przyjęciem nowej wiary. Potem pojawiło się chrześcijaństwo, a pogańskie obrzędy ustały, ale samo miejsce zostało uznane za tak ważne, że właśnie tu ulokowano gród i siedzibę władcy. W legendzie najważniejsze jest więc nie imię kapłana, tylko przekonanie, że Płock wyrósł tam, gdzie już wcześniej ludzie gromadzili się wokół świętego punktu na skarpie.
Król zaklęty w koguta i skarb w podziemiach
To najbardziej rozpoznawalna płocka legenda. Opowiada o władcy, który za swoje złe czyny został zamieniony w koguta i zamknięty w podziemiach zamku na wzgórzu. Siedzi na górze złota, srebra i klejnotów, które przez stulecia trafiały do grodu. Kto tam dotrze, może zabrać tyle skarbów, ile uniesie – ale tylko pod warunkiem, że przy wychodzeniu nie obejrzy się za siebie. Pod ziemią zaczynają wtedy rozlegać się dźwięki mające zmylić człowieka: płacz dziecka, szczekanie psa, a nawet szczęk zbroi, jakby ktoś wołał o pomoc. W opowieści zawsze kończy się tak samo: śmiałek daje się nabrać, odwraca się i w jednej chwili traci wszystko. Tę właśnie wersję – z podszeptującymi duchami i zaklętym kogutem na złotej grzędzie – powtarzają płockie strony i nagrania o miejscowych legendach.
Strażnik płockich podziemi
Druga popularna legenda dotyczy korytarzy biegnących pod wzgórzem w stronę Wisły. Ma się to dziać w czasach sprzed potopu szwedzkiego. Do Płocka przyjechał nowy kasztelan i poprosił, by pokazano mu wszystkie tajne przejścia, bo chciał wiedzieć, jak bronić miasta. Zaprowadzono go więc w dół, do lochu. W pewnym miejscu stanęła przed nim postać w starym, rycerskim stroju – strażnik podziemi. Powiedział kasztelanowi, że może zobaczyć przejścia, ale tylko pod warunkiem, że nigdy nie zdradzi ich położenia ani liczby. Kasztelan przysiągł, obejrzał korytarze i wrócił cały. Od tej pory w Płocku powtarza się, że kto zejdzie tam bez pozwolenia strażnika, ten się zgubi albo już nie wyjdzie. W tej legendzie nie ma żadnych cudów – jest za to bardzo „miejskie” ostrzeżenie: pod Płockiem rzeczywiście są korytarze, ale nie każdy musi o nich wiedzieć.
Płocka wodnica z Wisły
Nadwiślańska wersja płocka opowiada o młodym rybaku Jaśku, który zobaczył w rzece niezwykle piękną dziewczynę z długimi jasnymi włosami. Dziewczyna powiedziała, że jest rusałką, i zaczęła przychodzić na kolejne spotkania. Z czasem zaczęła też prosić o dary: najpierw o bursztyny, potem o perły. Jaśko wszystko zdobywał, choć kosztowało go to wiele pracy. Kiedy jednak wodnica zażądała „naszyjnika z gwiazd”, chłopak zrozumiał, że duch rzeki tylko go wykorzystuje. Odmówił. Wtedy wodnica pokazała swoją prawdziwą postać, uderzyła w wzburzoną Wisłę i miała tak poruszyć wodę, że fragment skarpy zaczął się osuwać. Właśnie w ten sposób legenda tłumaczy dawne obsunięcia brzegu w Płocku i przestrzega przed wchodzeniem w „układy” z rzeką, która potrafi być piękna, ale bywa też niebezpieczna.
Grota Elżbiety
Jest też łagodniejsza opowieść, związana z wizytą księżnej Elżbiety u piastowskich władców w Płocku. Kiedy oprowadzano ją po wzgórzu, zachwyciła się jedną z grot w nadwiślańskiej skarpie. Od tego czasu zaczęto mówić o Grocie Elżbiety i traktować ją jak miejsce szczególne – trochę pamiątkę po ważnej gościni, a trochę jeszcze jedno wejście do płockich podziemi. Późniejsze przekazy połączyły tę grotę z innymi opowieściami: o królu-kogucie w lochach i o dawnym pogańskim miejscu kultu na szczycie. W efekcie powstała spójna narracja: góra była święta, w środku są przejścia, a w skarpie jest otwór, przez który można się do nich dostać.
Podsumowanie
Po odrzuceniu ozdobników zostaje prosty zestaw płockich legend: o pogańskim wzgórzu, o królu zamienionym w koguta, o strażniku podziemi, o wodnicy z Wisły i o grocie nazwanej imieniem księżnej. Wszystkie odnoszą się do realnych miejsc, które nadal można zobaczyć. Nie trzeba więc niczego dopowiadać ani „upiększać” – miasto samo dostarcza scenografii. Dzięki temu płockie legendy brzmią wiarygodnie i można je opowiadać dalej bez ryzyka, że ktoś zapyta: „a tego to sobie nie wymyśliliście?”


