Ozorków jest jednym z tych miast w środkowej Polsce, o których wiemy z dokumentów naprawdę sporo: że leżał wśród mokradeł i lasów, że należał do szlacheckich właścicieli, że później rozwinął się dzięki rzemiosłu, zwłaszcza włókienniczemu. Ale obok faktów zawsze krążyły lokalne „opowieści wyjaśniające” – krótkie, powtarzane w rodzinach wersje, które miały odpowiedzieć na proste pytania: skąd wzięła się ta nazwa, dlaczego osada stanęła właśnie tu, dlaczego okolica tak mocno ciążyła ku Łęczycy. Te wyjaśnienia nie są baśniami w literackim sensie, tylko utrwalonymi sposobami mówienia o dawnym Ozorkowie.
Legenda o nazwie od zakola Bzury
W gminnych i miejskich opracowaniach o Ozorkowie powtarza się jedno zdanie: nazwa miejscowości mogła wziąć się od charakterystycznego zakola rzeki Bzury, które w tym miejscu robi wyraźny zwrot i „wystaje” w teren. Mieszkańcy mieli zauważyć, że rzeka układa się tu jak ozór, język – i w ten sposób zaczęto mówić o gospodarstwach „przy ozorze”. W pewnym momencie nazwa miała się utrwalić i przejść na całą osadę. Taki typ wyjaśnienia jest w polskiej tradycji dość częsty: ludzie opisują to, co widzą w krajobrazie, a potem z opisu robi się nazwa. Ważne jest to, że tę wersję znalazła się w poważnym dokumencie planistycznym gminy – to znaczy, że została uznana za rzeczywiście funkcjonującą w lokalnym obiegu, a nie wymyśloną „pod publikę”.
Nazwa od osoby lub rodu
Drugie, bardziej „historyczne” wyjaśnienie mówi, że Ozorków mógł pierwotnie być nazwą dzierżawczą: od imienia, przezwiska lub przydomka któregoś z dawnych właścicieli. W średniowieczu i w czasach wczesnonowożytnych często bywało tak, że osadę nazywano „od kogoś” – od założyciela, od dziedzica, od rodu. Tę wersję wspierają same dzieje miejscowości: Ozorków nie był pustką w lesie, tylko ziemią, która miała swoich właścicieli i podlegała rodom szlacheckim. Skoro więc istniał konkretny gospodarz, to zupełnie naturalne, że jego nazwisko, przydomek albo przezwisko mogło stać się nazwą miejsca. Nie ma w tym nic nadzwyczajnego – to mechanizm znany z setek polskich miejscowości. W takiej perspektywie „legenda” polega tylko na tym, że mieszkańcy lubią dopowiadać: „to było po kimś”, nawet jeśli źródło pisane nie wymienia tego „kogoś” z nazwiska.
Opowieść o wsi wśród bagien i lasów
W opisach Ozorkowa regularnie powtarza się informacja, że pierwotna osada leżała wśród „trudno dostępnych lasów i bagien”. To jest fakt topograficzny, ale bardzo szybko stał się też lokalnym podaniem. Mówiono, że osada „ukryła się” w takim miejscu, bo dolina Bzury była mokra, a pobliskie lasy – gęste. To dawało poczucie bezpieczeństwa: kto nie znał terenu, miał problem z dotarciem; kto znał – mógł się szybko wycofać. Z czasem ta praktyczna obserwacja przeszła w opowieść: że Ozorków wyrósł dzięki temu, iż był trudny do zdobycia i dawał schronienie. Nie ma tu żadnych fantastycznych motywów – jest tylko ludzkie tłumaczenie, dlaczego dokładnie tam powstała osada i dlaczego długo zachowała wiejski, rozproszony charakter.
Związek z Łęczycą i „ciąg legendowy”
Ozorków leży w obszarze, który przez wieki ciążył ku Łęczycy – centrum administracyjnemu i symbolicznemu regionu. Tamtejsze, dużo starsze i szerzej znane podania (o diabłach, skarbach, możnych panach) „rozlewały się” na okoliczne wsie i miasteczka. W rezultacie w Ozorkowie opowiadano o własnej nazwie czy o położeniu, ale zawsze „na tle” łęczyckich historii. Ten kontekst ma znaczenie: tłumaczy, dlaczego w niektórych wersjach wspomina się możnego pana albo księcia z Łęczycy, nawet jeśli w źródłach o Ozorkowie nie ma dokładnego zapisu takiej wizyty. To nie jest literacka legenda, tylko naturalne „podciąganie” miejscowej opowieści pod większy, znany wszystkim repertuar.
Legenda o pracy i rzemiośle
XIX-wieczny rozwój Ozorkowa był związany ze sprowadzaniem rzemieślników i tkaczy. To jest dobrze opisane w historii miasta. Stopniowo w lokalnych opowieściach zaczęto traktować to już nie jako zwykły etap rozwoju, ale jako coś w rodzaju „początku prawdziwego miasta”: podkreślano, że Ozorków rozwinął się dzięki zaradnym przybyszom-rzemieślnikom i temu, że miejscowi właściciele umieli ich tu skutecznie sprowadzić.
W ustnych opowieściach pojawia się więc prosty motyw: „kiedy przyszli tkacze, zaczęło się prawdziwe miasto”. To nie jest legenda w stylu baśni, ale jest to powtarzany, emocjonalny skrót, którym ludzie objaśniają, skąd się wzięło bogactwo miejscowości. Można go bezpiecznie przytoczyć, bo opiera się na faktach gospodarczych, a nie na cudownych zdarzeniach.

