Kamienne lwy zwrócone w stronę Złotej Bramy, Neptun rozbijający złote monety trójzębem i świetlista postać dawnej mieszkanki pojawiająca się w bogato zdobionej kamienicy – gdańskie legendy są mocno związane z miejscami, które wciąż można zobaczyć podczas spaceru po Głównym Mieście. Portowa przeszłość Gdańska, jego związki z Rzecząpospolitą i bogactwo dawnych mieszczan stworzyły dobre tło dla opowieści, w których rzeczywiste zabytki otrzymały własne, fantastyczne historie.
Lwy miały wypatrywać polskiego króla
Dwa lwy podtrzymujące tarczę z dwoma krzyżami i koroną należą do najbardziej charakterystycznych elementów gdańskiego herbu. Korona pojawiła się w nim w 1457 roku, kiedy Kazimierz Jagiellończyk nadał miastu ważne przywileje i zezwolił na wzbogacenie wcześniejszego znaku. Z lwami przedstawionymi przy portalu Ratusza Głównego Miasta wiąże się jednak znacznie późniejsza legenda.
Według podania wykonanie miejskiego herbu powierzono kamieniarzowi Danielowi. Gdy dzieło było gotowe, zauważono nietypowy szczegół: oba lwy patrzyły w tę samą stronę, zamiast zwracać się ku sobie. To właśnie ten detal stał się początkiem opowieści.
Legenda tłumaczyła, że zwierzęta spoglądają w stronę Złotej Bramy, ponieważ wypatrują polskiego monarchy i pomocy Rzeczypospolitej. Kamienne lwy przestały więc być jedynie heraldyczną dekoracją. W miejscowej wyobraźni stały się symbolicznymi strażnikami więzi łączących Gdańsk z Koroną.
Rzeczywiste dzieje ratusza dają tej historii historyczne tło. Rzeźbiarz Daniel Eggert w latach 1766–1768 wykonał schody, przedproże i portal Ratusza Głównego Miasta. Nie oznacza to jednak, że legendę można traktować jak relację z jego pracy. Podobnie jak w legendach Lwowa, gdzie lwy stały się częścią opowieści o mieście, rzeczywisty element architektury stał się punktem wyjścia dla późniejszego podania.
Neptun miał rozsypać złoto w wodzie
Jeszcze bardziej rozpoznawalnym symbolem Gdańska jest Neptun stojący przed Dworem Artusa. Fontanna została uruchomiona w 1633 roku, a jej powstanie wiązało się z inicjatywą burmistrza Bartłomieja Schachmanna. Projekt całego założenia łączony jest z Abrahamem van den Blocke.
Rzeźba morskiego boga doskonale pasowała do miasta, którego znaczenie przez stulecia wyrastało z handlu i dostępu do morza. Z czasem mieszkańcy dopisali jednak Neptunowi własną historię.
Według legendy ludzie wrzucali do fontanny złote monety. Neptun miał w końcu zirytować się tym zwyczajem, unieść trójząb i z całej siły uderzyć nim w wodę. Złoto zostało rozbite na tysiące maleńkich drobinek.
Opowieść miała tłumaczyć obecność złotych płatków w Goldwasserze, ziołowym trunku historycznie związanym z Gdańskiem. Nie jest to oczywiście relacja opisująca rzeczywiste pochodzenie napoju. Legenda połączyła jednak w jednym obrazie trzy rzeczy kojarzone z dawnym miastem: morze, bogactwo kupieckiego portu i złoto.
Podobny sposób tłumaczenia świata można odnaleźć w opowieściach związanych z całym południowym Bałtykiem. W legendzie o Juracie, królowej Bałtyku rozbite fragmenty bursztynowego pałacu miały wyjaśniać obecność bursztynu wyrzucanego na brzeg. Gdańsk stworzył własną wersję takiego podania, umieszczając w centrum wydarzeń antycznego boga stojącego na Długim Targu.
Żabi Kruk dostał własną legendę
Nie wszystkie gdańskie opowieści prowadzą w okolice Dworu Artusa. Jedna z nich związana jest z ulicą Żabi Kruk, której niezwykła nazwa sama stała się pożywką dla miejskiej wyobraźni.
W gdańskiej tradycji funkcjonuje podanie z udziałem czarnego kruka i sił nadprzyrodzonych. Pojawia się w nim również diabeł, dzięki czemu historia wpisuje się w szeroką grupę miejskich legend, które za pomocą fantastycznych wydarzeń próbowały tłumaczyć nazwy miejsc albo nietypowe szczegóły przestrzeni.
Nie ma jednej obowiązującej wersji tej opowieści. Gdańskie legendy były przez lata zapisywane, przerabiane i rozwijane przez kolejnych autorów, dlatego poszczególne warianty mogą różnić się szczegółami. Sam Żabi Kruk jest jednak utrwalonym motywem miejscowego kręgu legend.
To dobry przykład tego, jak miejska topografia zaczyna żyć własnym życiem. Gdy pierwotne znaczenie nazwy przestaje być dla kolejnych pokoleń oczywiste, pojawia się potrzeba jej objaśnienia. Wtedy historię mogą przejąć bohaterowie znacznie bardziej atrakcyjni od językoznawczych wyjaśnień – czarty, zaklęcia, niezwykłe zwierzęta czy tajemnicze zdarzenia.
Judyta miała wracać do Złotej Kamienicy
Znacznie spokojniejsza legenda prowadzi z powrotem na Długi Targ. Złota Kamienica przy numerze 41 należała do Jana Speymanna, bogatego kupca i burmistrza Gdańska, oraz jego żony Judyty z rodu Bahrów. Na początku XVII wieku dom otrzymał reprezentacyjną manierystyczną formę, a jego fasadę przebudowano w latach 1609–1618.
Bogato dekorowany budynek sam w sobie łatwo pobudzał wyobraźnię, ale legenda skupiła się nie na jego zdobieniach, lecz na dawnej mieszkance. Według podania po wnętrzach Złotej Kamienicy ma czasem przechadzać się świetlista postać Judyty.
Nie jest przedstawiana jako groźny duch. W legendzie przypisuje się jej raczej rolę strażniczki zasad, która przypomina o uczciwości i odwadze. Dzięki tej historii konkretna osoba związana z dziejami domu przestała być jedynie nazwiskiem zachowanym w dokumentach i stała się bohaterką miejskiego podania.
Gdańskie zabytki dostały drugie życie w opowieściach
Gdańsk przez stulecia pozostawał jednym z najważniejszych portów tej części Europy. Przez miasto przechodzili kupcy, marynarze i przybysze z wielu krajów, a życie jego mieszkańców było mocno związane z handlem i Motławą. Materialne ślady tej przeszłości odnajdywane są do dziś, czego przykładem są badania pokazujące wykorzystywanie drewna z dawnych statków w zabudowie Gdańska.
Legendy stworzyły obok tego rzeczywistego miasta drugi Gdańsk. W nim kamienne lwy wypatrują polskiego króla, Neptun rozbija złoto na drobne płatki, diabeł pojawia się w opowieści o zagadkowo nazwanej ulicy, a dawna mieszkanka wraca do swojej kamienicy pod postacią świetlistej zjawy.
Nie trzeba traktować tych historii jak kronikarskiego zapisu, żeby dostrzec ich znaczenie. Niemal każda prowadzi do miejsca, które można odnaleźć również dzisiaj. Wystarczy przejść od Motławy w stronę Długiego Targu, spojrzeć na Neptuna, ratuszowy herb i fasadę Złotej Kamienicy. Zabytki pozostają te same, ale znajomość dawnych podań sprawia, że pojawia się przy nich jeszcze jedna warstwa miasta – utworzona z historii przekazywanych i przekształcanych przez kolejne pokolenia.

