Chōjū-giga. Czy średniowieczne zwoje z królikami i żabami były pierwszą mangą?Fot. AI

Króliki napinają łuki, żaby walczą jak zapaśnicy, a małpy uczestniczą w scenach przypominających ludzkie rytuały. Chōjū-jinbutsu-giga, znane szerzej jako Chōjū-giga, od stuleci przyciągają uwagę niezwykłą swobodą rysunku i poczuciem ruchu. Często przedstawia się je jako jednego z najwcześniejszych poprzedników mangi, a czasem wręcz jako jej pierwszy przykład. Takie określenie jest jednak uproszczeniem, bo między średniowiecznym zwojem a nowoczesnym komiksem leżą setki lat przemian japońskiej kultury obrazu.

Cztery zwoje powstawały w różnych okresach

Chōjū-jinbutsu-giga to nie pojedyncze dzieło, lecz zespół czterech ilustrowanych zwojów związanych ze świątynią Kōzan-ji w Kioto. Powstawały w XII i XIII wieku, na przełomie okresów Heian i Kamakura. Ich autorzy nie są znani, a cały zespół nie powstał w jednym momencie.

Był to czas głębokich przemian politycznych i społecznych. Świat arystokratycznego dworu w Kioto coraz wyraźniej ustępował miejsca rosnącej sile elit wojskowych. Pod koniec XII wieku zwycięstwo rodu Minamoto otworzyło drogę do systemu rządów, który przez kolejne stulecia miał kształtować Japonię. Więcej o tym procesie opowiada historia rodu Minamoto i narodzin rządów samurajów.

Pierwszy i najbardziej rozpoznawalny zwój jest datowany na XII wiek. To właśnie w nim pojawiają się słynne żaby, króliki i inne zwierzęta zachowujące się jak ludzie. Kolejne części przedstawiają również zwierzęta egzotyczne, fantastyczne oraz ludzi. Nie tworzą jednej ciągłej fabuły, którą można byłoby bezpośrednio porównać ze współczesnym albumem komiksowym.

Zwierzęta przejmują ludzkie role

Pierwszy zwój przyciąga uwagę dynamiką. Zwierzęta kąpią się, przygotowują jedzenie, ścigają, mocują i uczestniczą w scenach przypominających ludzkie ceremonie. Pojawia się nawet przedstawienie odczytywane jako nawiązanie do buddyjskiego obrzędu żałobnego.

Rysunki wykonano tuszem. Nie ma tu rozbudowanych kolorowych teł, a najważniejsza pozostaje linia i ruch. Postacie są uchwycone w trakcie biegu, upadku, skoku czy walki. Podczas rozwijania zwoju kolejne obrazy pojawiają się przed oczami odbiorcy jeden po drugim, co tworzy poczucie następstwa zdarzeń.

Właśnie ten sposób prowadzenia obrazu sprawia, że Chōjū-giga wydają się zaskakująco nowoczesne. Łatwo jednak pójść o krok za daleko i przypisać twórcom intencje, których nie da się dziś potwierdzić. Zwoje nie zawierają tekstu wyjaśniającego przedstawione sceny, dlatego nie wiadomo, jaki dokładnie był ich pierwotny cel. Interpretacje widzące w zwierzętach karykatury konkretnych mnichów czy satyrę na życie społeczne są możliwe, ale nie powinny być przedstawiane jako pewnik.

Obecność buddyjskich motywów dobrze wpisuje się w realia średniowiecznej Japonii, gdzie buddyzm od wieków współistniał z rodzimymi kultami. Szerzej te zależności pokazuje historia tego, jak shinto i buddyzm współistniały w Japonii.

Autor pozostaje nieznany

Chōjū-giga bywały tradycyjnie łączone z Toba Sōjō, czyli mnichem Kakuyū żyjącym w XI i XII wieku. Był on znany również z działalności artystycznej, dlatego późniejsza tradycja chętnie przypisywała mu autorstwo słynnych zwojów.

Nie ma jednak dowodów pozwalających uznać takie przypisanie za pewne. Świątynia Kōzan-ji podaje, że autor dzieła pozostaje nieznany. Ponieważ zwoje powstawały w różnych okresach i nie znamy ich twórców, nie ma podstaw, by cały zachowany zespół z pełną pewnością przypisywać jednej osobie.

Zwoje przez stulecia pozostawały związane z Kōzan-ji, a dziś należą do najcenniejszych zabytków japońskiej sztuki i mają status Skarbu Narodowego. Ich znaczenie nie zależy więc od tego, czy uznamy je za część historii mangi, czy przede wszystkim za wyjątkowy przykład średniowiecznego malarstwa zwojowego.

Skąd wzięło się porównanie do mangi?

Podobieństwa rzeczywiście są widoczne. Kolejne sceny następują po sobie w określonym porządku, bohaterowie wykonują dynamiczne gesty, a humor i karykatura odgrywają ważną rolę. W wielu materiałach popularyzatorskich Chōjū-giga pojawiają się dlatego jako jeden z pierwszych kroków prowadzących w stronę późniejszej mangi.

Problem zaczyna się wtedy, gdy metaforyczne pokrewieństwo zamienia się w prostą linię rozwoju. Manga jako nowoczesna forma komiksu nie powstała w XII wieku. Pomiędzy średniowiecznymi zwojami a prasą i książkami komiksowymi XIX oraz XX wieku istnieje kilka stuleci przemian technik druku, rynku wydawniczego, kultury miejskiej i sposobów opowiadania obrazem.

Nie da się więc wykazać prostej drogi prowadzącej od żab i królików z Kōzan-ji bezpośrednio do współczesnych mangaków. Chōjū-giga można natomiast umieścić w znacznie dłuższej historii japońskiej narracji wizualnej.

Hokusai i manga, która nie była jeszcze komiksem

Dobrym przykładem tego, jak długo zmieniało się znaczenie samego słowa „manga”, jest Katsushika Hokusai. Od 1814 roku publikował zbiory szkiców znane jako „Hokusai Manga”. Przedstawiały ludzi, zwierzęta, krajobrazy, sceny codzienne i fantastyczne, ale nie były jeszcze mangą fabularną w dzisiejszym znaczeniu.

O twórczości artysty można przeczytać szerzej w materiale o Katsushice Hokusaiu i jego dorobku. Sam przykład pokazuje, jak ryzykowne jest przykładanie współczesnych kategorii do dzieł powstałych w zupełnie innych realiach.

Dopiero rozwój nowoczesnej prasy, technik drukarskich i masowej kultury czytelniczej stworzył warunki, w których manga zaczęła przyjmować formę bliższą tej znanej obecnie.

Raczej przodek niż pierwsza manga

Chōjū-giga nie trzeba nazywać „pierwszą mangą”, aby docenić ich znaczenie. Zwoje pokazują, że już w średniowiecznej Japonii artyści potrafili budować narrację poprzez następstwo obrazów, ruch, humor i ekspresję postaci. Te cechy rzeczywiście pozwalają dostrzec odległe podobieństwo do późniejszego komiksu.

Trafniej mówić więc o jednym z dalekich poprzedników japońskiej narracji komiksowej niż o bezpośrednim początku mangi. Takie ujęcie nie odbiera zwojom wyjątkowości. Przeciwnie – pozwala patrzeć na nie jak na dzieło własnej epoki, a nie tylko przez pryzmat kultury, która powstała wiele stuleci później.

Króliki i żaby z Chōjū-giga nie były jeszcze bohaterami mangi w dzisiejszym rozumieniu. Już wtedy jednak zostały narysowane z taką swobodą i poczuciem ruchu, że współczesny odbiorca bez trudu rozpoznaje w nich coś z języka obrazu, który Japonia miała później rozwinąć na niespotykaną skalę.

By Ola A.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *