Ruiny zamku krzyżackiego w Toruniu widziane od strony fosy, fot. Łukasz AugustyńskiRuiny zamku krzyżackiego w Toruniu widziane od strony fosy, fot. Łukasz Augustyński

Toruń wydał pieniądze, żeby pozbyć się zdobytego zamku. W 1454 roku po kapitulacji Krzyżaków miasto przystąpiło do rozbiórki ich siedziby. Historycy wiążą tę decyzję między innymi z troską mieszczan o samodzielność. Warownia mogła przecież przydać się kolejnemu władcy. Także polskiemu królowi, którego pomocy właśnie szukali.

Kazimierz Jagiellończyk był dla przeciwników zakonu nadzieją na zmianę rządów. Toruń należał do miast, które wiązały z nim swoją przyszłość. Zachowanie zamku oznaczałoby jednak pozostawienie tu gotowej siedziby dla przedstawiciela nowej władzy. Z własną załogą, zapasami i umocnieniami.

Ruiny zamku krzyżackiego z gdaniskiem w Toruniu. Fot. Łukasz Augustyński
Ruiny zamku krzyżackiego z gdaniskiem w Toruniu. Fot. Łukasz Augustyński

Władze miejskie miały powody, by patrzeć na taką perspektywę niechętnie. Dopiero uwolniły się od komtura, a już mogłyby dostać kolejnego wojskowego sąsiada. Rozbierając warownię, utrudniały ponowne wykorzystanie jej przeciw sobie. Ten motyw wskazują badacze dziejów zamku; przywołuje go również Narodowy Instytut Dziedzictwa.

Pozwala to inaczej spojrzeć na toruńskie ruiny. Rozbiórka usuwała widoczny znak krzyżackiego panowania, a według tej interpretacji miała także zabezpieczyć samodzielność miasta pod nowymi rządami. Poparcie dla polskiego króla nie wykluczało troski o własne prawa.

Kupcy chcieli spokoju, miasto — wpływu

Toruńskie bogactwo powstawało przy kramach, w warsztatach i dzięki handlowi sięgającemu daleko poza granice państwa zakonnego. Miasto należało do Hanzy. Jego pozycję do dziś widać w zachowanych domach kupieckich i spichrzach. Ludzie, którzy prowadzili rozległe interesy, potrzebowali przewidywalnych warunków: ochrony majątku, przestrzegania umów i respektowania nadanych praw.

Tymczasem pierwsza połowa XV wieku przynosiła kolejne wojny. Zniszczenia osłabiały gospodarkę, a wydatki wojenne pogłębiały nacisk finansowy na poddanych. Narastały spory o obciążenia i sposób sprawowania władzy. Miasta oraz rycerstwo coraz wyraźniej domagały się poszanowania swoich przywilejów.

Dla toruńskich kupców istotne były także kontakty z ziemiami polskimi. Kolejne konflikty zakonu z Polską utrudniały wymianę, od której zależała pomyślność ich interesów. Zamożność dawała miastu siłę, by występować z własnymi żądaniami, ale sama nie chroniła przed decyzjami zwierzchnika. Potrzebne było porozumienie z innymi, którzy mieli podobne problemy.

Ruiny zamku krzyżackiego i nadwiślańskie mury Torunia widziane z łodzi. Fot. Łukasz Augustyński
Ruiny zamku krzyżackiego i nadwiślańskie mury Torunia widziane z łodzi. Fot. Łukasz Augustyński

Czternaście lat od porozumienia do otwartego oporu

14 marca 1440 roku powstał Związek Pruski. Przedstawiciele miast i rycerstwa zobowiązali się w nim do wspólnej obrony swoich praw. Dokument założycielski pokazuje, że początkowo pozostawiali miejsce na porozumienie z zakonem. Uznawali obowiązki wobec wielkiego mistrza, oczekując w zamian przestrzegania przywilejów i wolności.

Powołując się na otrzymane przywileje i wolności, domagali się zniesienia starych i nienakładania nowych obciążeń. Założyciele związku chcieli też ochrony przed przemocą oraz bezprawnym odbieraniem dóbr. Ich program dotyczył więc spraw, od których zależało codzienne bezpieczeństwo poddanych.

Zapisali również, jak mają reagować na krzywdę wyrządzoną jednemu z członków. Osoba bezprawnie pozbawiona majątku lub doświadczająca przemocy powinna najpierw szukać sprawiedliwości u władcy, a następnie na dorocznym zjeździe sądowym. Gdyby te drogi zawiodły, mogła liczyć na wspólne wystąpienie związkowców. Toruniowi, Chełmnu i rycerstwu ziemi chełmińskiej powierzono szczególne zadania w zwoływaniu wspólnych narad.

Taka solidarność wzmacniała pozycję poddanych. Zakon dążył więc do rozwiązania organizacji. W grudniu 1453 roku korzystny dla niego wyrok wydał cesarz Fryderyk III. Związkowcy mieli się rozwiązać, tracąc wspólną reprezentację, którą budowali przez lata.

Nie podporządkowali się. Z początkiem następnego roku przygotowania do wystąpienia przeciw Krzyżakom nabrały tempa. 4 lutego 1454 roku z Torunia wysłano akt wypowiedzenia posłuszeństwa wielkiemu mistrzowi. Spór o sposób sprawowania rządów przerodził się w walkę o zmianę władcy.

Komtur musiał oddać zamek

Warownia nad Wisłą była najbliższym i najbardziej oczywistym celem torunian. Mieściła siedzibę komtura Albrechta Kalba, reprezentującego władzę zakonu. Gdy mieszczanie zażądali jej przekazania, odmówił.

Rozpoczęły się walki. Zamek oblegano, używano artylerii, a równocześnie prowadzono rozmowy. Krzyżacka załoga była niewielka i ostatecznie zgodziła się na kapitulację. Po krótkiej obronie warownia przeszła w ręce miasta.

Dla Torunia był to przełom, lecz wojna dopiero się zaczynała. 6 marca 1454 roku Kazimierz Jagiellończyk wydał akt inkorporacji ziem pruskich do Korony. Zakon nie zamierzał pogodzić się z ich utratą. Konflikt trwał do 1466 roku i zakończył się drugim pokojem toruńskim.

Rajcy nie czekali jednak na wynik całej wojny, by rozstrzygnąć przyszłość zamku. Decyzję o rozbiórce podjęła Rada Starego Miasta. Usunięcie krzyżackiej siedziby stało się przedsięwzięciem finansowanym przez miasto.

Baszta Wartownia przy Dworze Mieszczańskim w Toruniu
Baszta Wartownia przy Dworze Mieszczańskim w Toruniu. Fot. Łukasz Augustyński

Cegły przydały się bardziej niż warownia

Rozbiórka zmieniła zdobycz wojenną w źródło materiału budowlanego. Odzyskane cegły nadawały się do ponownego użycia. Usuwano zabudowania i umocnienia, ograniczając możliwość przywrócenia zamkowi dawnej funkcji.

Dokładnego czasu trwania tych prac nie udało się pewnie ustalić. Badaczka Dominika Szczupak, analizująca rozbiórki krzyżackich warowni, podkreśla niedostatek źródeł w tej sprawie. Nie ma natomiast wątpliwości, że zniszczenie toruńskiego zamku było działaniem zamierzonym, prowadzonym już po jego przejęciu.

Nie cały zespół zamkowy został zniszczony. Nadal pracowały młyny, przetrwały podziemia i odcinki murów. Ocalało również gdanisko — wieża sanitarna połączona z zamkiem gankiem. Później urządzono w nim skład prochu. Mieszkańcy zagospodarowywali teren stosownie do kolejnych potrzeb; część ruin stała się miejscem wyrzucania odpadów.

Dzisiejszy widok zamku zawdzięczamy w dużej mierze archeologom i konserwatorom pracującym tu w latach 1958–1966. Usuwali ziemię oraz gruz, odsłaniali podziemia, zabezpieczali pozostałości budowli. To, co oglądamy podczas spaceru, przeszło zatem długą drogę od siedziby komtura przez rozbiórkę i późniejsze przebudowy do chronionego zabytku.

W 1997 roku ruiny, wspólnie ze Starym i Nowym Miastem, trafiły na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO. Toruń troszczy się dziś o pozostałości zamku, którego jego dawni mieszkańcy woleli się pozbyć. Dzięki nim wciąż można zobaczyć, jak daleko gotowe było pójść miasto zabiegające o samodzielność.

Autor: Łukasz Augustyński

Źródła:

  • Akt erekcyjny Związku Pruskiego z 14 marca 1440 roku, tłumaczenie Justyny Liguz udostępnione przez Archiwa Państwowe w serwisie „Pamięć Polski”.
  • Alicja Sumowska, „O Związku Pruskim słów kilka”, Muzeum Okręgowe w Toruniu.
  • Toruńska Agenda Kulturalna, „Zniszczenie zamku” oraz „Od 1454 do czasów obecnych”.
  • Dominika Szczupak, „Techniki rozbiórki krzyżackich obiektów warownych w średniowieczu (Potterberg, Nieszawa, Toruń, Papowo Biskupie)”, „Kwartalnik Historii Kultury Materialnej”, t. 69, nr 1, 2021, s. 3–18.
  • Narodowy Instytut Dziedzictwa, „Zespół zamku krzyżackiego”, opracowanie Filipa Badowskiego.
  • Bohdan Rymaszewski, „Problematyka konserwatorska zamku krzyżackiego w Toruniu”, „Ochrona Zabytków”, t. 27, nr 3, 1974, s. 184–192.
  • UNESCO World Heritage Centre, „Medieval Town of Toruń”.
4 thoughts on “Zdobyli zamek, a potem go zburzyli. Dlaczego torunianie wystąpili przeciw Krzyżakom?”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *