Historia festiwali country w USA: od małych zlotów po gigantyczne imprezy

Dziś festiwale country w USA to morze kapeluszy, tysiące namiotów, gigantyczne sceny i ekrany LED. Nazwy takie jak CMA Fest w Nashville, Stagecoach w Kalifornii, Country Thunder czy WE Fest w Minnesocie działają jak magnes. A jednak ta historia zaczyna się zupełnie inaczej: od skromnych zlotów skrzypków, szkolnych sal, miejskich parków i wiejskich pikników, gdzie muzyka była bardziej pretekstem do spotkania niż wielomilionowym biznesem.


Zloty skrzypków i pikniki: pradziadkowie festiwali

Na długo przed tym, jak ktoś wpadł na pomysł „festiwalu country” w dzisiejszym rozumieniu, na Południu i w Appalachach organizowano konwencje skrzypków i zloty muzyki old-time. Jednym z najbardziej znanych jest Old Fiddlers’ Convention w Galax w stanie Wirginia – impreza organizowana od lat 30. XX wieku, uznawana za najstarszy nieprzerwanie działający festiwal tradycyjnej muzyki wiejskiej w USA.

To tam zjeżdżali się skrzypkowie, banjiści i całe rodziny z namiotami. Zamiast wielkich gwiazd na scenie – konkursy amatorów, wspólne granie do późnej nocy, a country mieszało się z bluegrassem, balladą góralską i gospel. Festiwal miał w sobie coś z jarmarku, zawodów sportowych i sąsiedzkiego pikniku.

Równolegle swoje „radiowe festiwale” budowało radio. Audycje w stylu National Barn Dance z Chicago czy Grand Ole Opry z Nashville tworzyły w wyobraźni słuchaczy obraz wielkiego muzycznego wydarzenia, choć dla większości fanów udział ograniczał się do siedzenia przy głośniku.


Lata 60.: bluegrass przeciera szlak

Nowoczesny model festiwalu – kilka dni muzyki w jednym miejscu, wiele gwiazd na jednej scenie – zaczął się rodzić w USA w latach 60. Najpierw w świecie bluegrassu. W 1961 roku w Wirginii zorganizowano wydarzenie, które wprost nazwano „bluegrass festivalem” i zaproszono na nie czołowych wykonawców gatunku. To był sygnał, że da się sprzedać publiczności weekend poświęcony wyłącznie muzyce wiejskiej, a nie tylko koncert „przy okazji” targów czy rodeo.

W kolejnych latach jak grzyby po deszczu wyrastały kolejne imprezy folkowe i tradycyjne. Ich wspólnym mianownikiem było proste doświadczenie: namiot lub kamper, kilka dni odcięcia od codzienności i muzyka przez większość doby. Taki format okazał się na tyle atrakcyjny, że wkrótce sięgnęła po niego także rosnąca branża country.


Fan Fair, czyli Nashville odkrywa festiwal

Nashville, stolica country, długo żyło rytmem cotygodniowych audycji Grand Ole Opry. W 1972 roku branżowe stowarzyszenie Country Music Association zdecydowało się jednak na nowy ruch – zorganizowało Fan Fair, wielki zlot artystów i fanów pod dachem miejskiej hali wystawowej.

Pierwsza edycja przyciągnęła kilka tysięcy osób, ale szybko stało się jasne, że to dopiero początek. Fani mogli nie tylko zobaczyć swoje gwiazdy na scenie, ale też stanąć po autograf, zrobić zdjęcie, wziąć udział w sesji pytań i odpowiedzi. Country przestawało być odległym światem z radia – stawało się czymś namacalnym.

Z czasem Fan Fair przeniósł się na większe tereny, a jego nazwa zmieniła się na CMA Music Festival, a później po prostu CMA Fest. Dziś to czterodniowe święto w centrum Nashville, z kilkoma oficjalnymi scenami, dziesiątkami nieformalnych koncertów w barach na Broadwayu i wielkimi spotkaniami z fanami. Wydarzenie ściąga dziesiątki tysięcy ludzi z całego świata i jest wizytówką miasta – tak samo ważną jak Grand Ole Opry.


Jamboree in the Hills i WE Fest: country na pastwisku

Podczas gdy Nashville organizowało festiwal „branżowo-miejski”, na Środkowym Zachodzie i w regionie Appalachów rodziła się zupełnie inna tradycja: wielkich, plenerowych festiwali country na otwartej przestrzeni.

W 1977 roku w Ohio wystartował Jamboree in the Hills. Początkowo był to nieduży, dwudniowy festyn na wiejskim wzgórzu. Z czasem impreza dorobiła się przydomka „Woodstock country” – głównie za sprawą pola namiotowego, własnego alkoholu przynoszonego przez fanów, kartonowych tablic z wypisanymi tytułami piosenek i line-upu wypełnionego największymi nazwiskami Nashville.

Na północy podobną rolę odegrał WE Fest w Minnesocie. Zaczynał w latach 80. od koncertu na pastwisku, by przerodzić się w jedną z największych imprez country i campingu w USA. Dziś festiwal to kilkudniowe miasteczko złożone z kamperów, namiotów, food trucków i sceny, na której występowali niemal wszyscy najważniejsi artyści ostatnich dekad.

To właśnie takie wydarzenia ustaliły standard, który kojarzymy dziś z festiwalem country: kilka dni muzyki, gigantyczne pole namiotowe, ogniska, wspólne śpiewanie i mieszanka legend z młodymi gwiazdami na jednej scenie.


Era marek: Country Thunder i Stagecoach

W latach 90. i 2000. festiwale country coraz mocniej wchodziły w logikę dużego biznesu. Country Thunder – początkowo pojedynczy festiwal w Arizonie – rozrósł się w sieć imprez powtarzanych w kilku stanach i w Kanadzie. Za każdym razem formuła jest podobna: kilka scen, pole namiotowe, ogromne parkowiska i topowe nazwiska współczesnego country.

Na Zachodnim Wybrzeżu odpowiedzią stał się Stagecoach Festival w kalifornijskim Indio. Pierwszą edycję zorganizowano w 2007 roku, na tym samym terenie, na którym odbywa się Coachella. W ciągu kilkunastu lat Stagecoach wyrósł na największy i najbardziej dochodowy festiwal country na świecie. Co ważne – pokazał też, jak bardzo zmieniło się samo country.

Obok klasycznych wykonawców na scenie pojawiają się artyści z pogranicza popu, rocka, a nawet hip-hopu. Festiwal to nie tylko koncerty, ale też food-court z kuchnią celebryckich szefów, ogromne strefy sponsorskie, stylizowane bary, stoiska modowe i strefy zabawy, w których country spotyka się z kulturą klubową.


Trudne chwile: bezpieczeństwo i pandemia

Historia festiwali country w USA ma też ciemne karty. Najtragiczniejszą z nich jest atak podczas Route 91 Harvest Festival w Las Vegas w 2017 roku, kiedy z okna pobliskiego hotelu napastnik otworzył ogień do publiczności. Zginęło kilkadziesiąt osób, setki zostały ranne. Dla całej branży był to szok i bolesne przypomnienie, jak wrażliwe są duże imprezy plenerowe.

Od tamtej pory organizatorzy jeszcze mocniej inwestują w zabezpieczenia: kontrolę wejść, monitoring, współpracę z policją i służbami, szczegółowe plany ewakuacji. Dodatkowym ciosem była pandemia COVID-19, która na dwa sezony praktycznie wyłączyła z gry największe festiwale. CMA Fest, Stagecoach i wiele innych imprez musiało odwołać całe edycje, przenosząc część aktywności do internetu i licząc na to, że publiczność wróci, gdy tylko będzie to możliwe.


Od lokalnych zlotów do globalnych marek

Dziś festiwale country w USA to nie tylko muzyka, ale cały styl życia: camping, moda, jedzenie, turystyka. Współczesne wydarzenia korzystają z doświadczeń małych, lokalnych zlotów, ale działają w zupełnie innej skali – z wielomilionowymi budżetami i globalną publicznością.

Mimo tej gigantycznej różnicy jedno pozostaje niezmienne: potrzeba bycia razem. Od skrzypków zjeżdżających do małej miejscowości w Wirginii po tłum fanów pod główną sceną Stagecoach – chodzi o to samo: na kilka dni zanurzyć się w muzyce, założyć kapelusz, usiąść na trawie i poczuć, że wszyscy wokół nucą tę samą piosenkę.

By Ola A.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *