Toruń ma własnego smoka, ale jego historia różni się od klasycznych legend o potworach mieszkających w jaskiniach i pokonywanych przez dzielnych bohaterów. W tym przypadku punktem wyjścia nie jest wyłącznie miejska opowieść przekazywana z pokolenia na pokolenie. 13 sierpnia 1746 roku w toruńskiej kancelarii spisano zeznania dwóch mieszkańców, którzy twierdzili, że widzieli niezwykłe latające stworzenie.
Nie oznacza to oczywiście, że dokument jest dowodem na istnienie smoka. Potwierdza jednak, że podobne relacje rzeczywiście zostały złożone i uznano je za warte zapisania. To właśnie od tego protokołu zaczyna się jedna z najbardziej niezwykłych historii związanych z dawnym Toruniem.
Latający wąż za oknem
Pierwszym ze świadków był Johann Georg Hieronimi, toruński mieszczanin i mistrz ciesielski. Według zachowanej treści protokołu niezwykłe zdarzenie miało miejsce 13 czerwca 1746 roku około godziny czwartej nad ranem.
Hieronimi otworzył okno i zobaczył lecące w pobliżu zwierzę, które w dokumencie określono jako „latającego węża”. Według jego relacji stworzenie miało trzy i pół łokcia długości. Przy przyjęciu miary ówczesnego łokcia polskiego oznaczałoby to nieco ponad dwa metry.
Głowa i ogon miały być ostro zakończone, a korpus całkowicie czarny. Świadek wspominał również o jasnobrązowych stopach i czterech nogach przypominających nogi jaszczurki, które miały być „zrośnięte jak u nietoperza”.
Nie należy jednak automatycznie zamieniać tego opisu w informację o klasycznych smoczych skrzydłach. Zachowana treść źródła nie pozwala na tak jednoznaczny wniosek.
Hieronimi przyznał, że widok stworzenia go przestraszył. Z tego powodu nie przyjrzał się dokładnie jego pyskowi. Według jego relacji zwierzę początkowo poruszało się powoli, później jednak wyraźnie przyspieszyło i skierowało się w stronę zabudowań w pobliżu miejskich murów oraz dawnej Baszty Prochowej.
Świadek przypuszczał, że stworzenie mogło ukryć się w jednym z licznych otworów znajdujących się w murach. Było to jednak tylko jego przypuszczenie – w protokole nie ma informacji o odnalezieniu zwierzęcia.
Katharina Storchin widziała inne stworzenie?
Drugą osobą przesłuchiwaną 13 sierpnia była Katharina Storchin, żona miejskiego żołnierza. Jej obserwacja miała nastąpić pięć lub sześć tygodni wcześniej, w niedzielę, między godziną dziesiątą a jedenastą przed południem.
Storchin również znajdowała się w domu i patrzyła przez okno. Zeznała, że od strony Bramy Kotlarskiej przeleciało obok niej niezwykłe zwierzę, unosząc się zaledwie kilka stóp nad ziemią. Jej opis nie był jednak identyczny z relacją Hieronimiego.
Zwierzę miało mieć około dwóch łokci długości, a więc było wyraźnie mniejsze od stworzenia widzianego przez cieślę. Świadek opisywała ostro zakończoną głowę, grubszy tułów oraz stosunkowo długi, tępo zakończony ogon. Głowa i tułów miały być ciemnoszare, natomiast ogon jasnobrązowy i błyszczący.
Co szczególnie interesujące, Storchin nie zauważyła ani nóg, ani skrzydeł. Mogła jedynie stwierdzić, że zwierzę poruszało się w powietrzu.
Kobieta nie wyszła z domu, ponieważ się przestraszyła. Nie wiedziała więc, dokąd stworzenie później poleciało ani gdzie mogło się ukryć. Pytała następnie sąsiadów, czy również widzieli coś niezwykłego, ale – zgodnie z treścią protokołu – nikt nie potrafił jej tego potwierdzić.
To istotny szczegół. Nie ma podstaw, aby pisać, że stworzenie obserwowane przez Storchin na pewno poleciało w kierunku zamku czy ukryło się w jego ruinach.
Podobne zwierzę widziała już wcześniej
Relacja Kathariny Storchin zawiera jeszcze jeden ciekawy element. Kobieta przypomniała sobie, że około trzydziestu lat wcześniej miała widzieć podobne stworzenie w ogrodzie, który w 1746 roku należał do burmistrza Kazimierza Leona Schwerdtmanna. Tamto zwierzę zachowywało się jednak inaczej.
Miało poruszać się po ziemi, posiadać niewielkie nogi przypominające żabie, a następnie wskoczyć do znajdującej się w ogrodzie wody. Opis ten trudno całkowicie pogodzić z relacją dotyczącą latającego stworzenia z 1746 roku. Nie ma więc podstaw, aby przedstawiać wszystkie te obserwacje jako spotkania z jednym konkretnym zwierzęciem czy tym samym „gatunkiem” smoka.
Co stało się z protokołem?
Oryginał dokumentu zawierającego zeznania świadków nie jest dziś znany. Jego przedruk opublikował w 1883 roku R. von Flanss w czasopiśmie „Zeitschrift des Historischen Vereins für den Regierungsbezirk Marienwerder”. Dzięki tej publikacji treść niezwykłych zeznań przetrwała mimo późniejszego zaginięcia pierwotnego dokumentu.
W 1934 roku historię przypomniał Marian Sydow na łamach „Słowa Pomorskiego”. Wiadomo również, że do oryginalnego protokołu dołączony był rysunek stworzenia wykonany na podstawie relacji świadków. Sam dokument później zaginął, natomiast wygląd rysunku znamy dzięki przedwojennej reprodukcji.
Badacze zajmujący się historią toruńskiego smoka nie odnaleźli dotąd oryginalnego protokołu w zasobie Archiwum Państwowego w Toruniu. Mamy więc do czynienia z dobrze udokumentowaną historią zeznań dotyczących niezwykłego stworzenia, ale nie z dowodem zoologicznym na istnienie smoka.
Skąd rozbieżności w datach?
W starszych publikacjach można natrafić na nieco inne szczegóły tej historii. W przedwojennym artykule Mariana Sydowa pojawia się między innymi data 23 czerwca oraz informacja, że wcześniejsza obserwacja Kathariny Storchin miała nastąpić około 80 lat wcześniej.
Współczesne opracowanie Piotra Grochowskiego, oparte na ponownym przekładzie przedruku protokołu opublikowanego przez Flanssa w XIX wieku, wskazuje jednak odpowiednio 13 czerwca oraz około 30 lat wcześniej. Te właśnie dane są dziś przyjmowane w nowszych opracowaniach dotyczących historii toruńskiego smoka.
Smok pozostał w Toruniu
Historia z XVIII wieku nie została całkowicie zapomniana. Przy ulicy Przedzamcze, nad Strugą Toruńską, można dziś zobaczyć ceramiczną figurkę toruńskiego smoka.
Umieszczono ją tam w 2008 roku jako nawiązanie do niezwykłych zeznań z 1746 roku. Niewielka rzeźba przypomina, że wśród wielu toruńskich historii znalazło się również miejsce dla stworzenia, które dwójka mieszkańców miasta opisała niemal trzy stulecia temu.
Nie wiemy, co naprawdę zobaczyli Johann Georg Hieronimi i Katharina Storchin. Nie możemy nawet stwierdzić, czy oboje obserwowali takie samo zwierzę.
Wiemy natomiast, że 13 sierpnia 1746 roku ich relacje zapisano w miejskiej kancelarii. I właśnie ten zachowany przekaz sprawia, że historia toruńskiego smoka jest czymś więcej niż całkowicie współczesną miejską fantazją. Dziś pozostaje jedną z najbardziej niezwykłych opowieści związanych z dawnym Toruniem.
Źródła
Piotr Grochowski, „Na tropach smoka toruńskiego”, w: Z trzeciego brzegu Wisły. Szkice z antropologii Torunia, Toruń 2007. Opracowanie zawiera analizę historii dokumentu oraz nowy przekład protokołu na podstawie XIX-wiecznego przedruku.
R. von Flanss, „Effata wegen einer sich hier hegenden Drachenbruth”, „Zeitschrift des Historischen Vereins für den Regierungsbezirk Marienwerder”, z. 8, 1883. Najstarszy znany drukowany przedruk protokołu wykorzystany później przez badaczy.
Michał Targowski, „(Nie)legendarny smok”, „Ikar”, nr 6/2016, Urząd Miasta Torunia.
Materiały dotyczące Smoka Toruńskiego publikowane w oficjalnych materiałach turystycznych Torunia.


Uwielbiam historie o smokach!
[…] działa w opowieściach o niezwykłościach zapisanych w lokalnej pamięci, także w historii smoka toruńskiego, gdzie codzienne miasto również nagle skręca w stronę tego, co niepokojące i nadzwyczajne. W […]