W sercu Polski, w miejscu gdzie rzeka Bzura łagodnie oplata mury dawnego grodu, stoi zamek w Łęczycy. Niegdyś duma królów, dziś – dom dla jednej z najbardziej niezwykłych postaci polskich legend. Mowa oczywiście o Borucie. Nie jest to jednak zwykły diabeł, jakich pełno w bajkach i opowieściach. Boruta to strażnik. I to nie byle jaki – strażnik zamku, miasta i, jeśli wierzyć dawnym podaniom, także natury.
Nie taki diabeł straszny
Wyobraź sobie postać w kontuszu, z szablą u boku, skrzącym się spojrzeniem i z rogatą duszą. Z pozoru szlachcic jakich wielu w dawnych czasach, ale wystarczy spojrzeć uważniej: jeden but to kopyto, drugi to stopa; pod kontuszem ogon, a z czapki wystają małe rogi. Tak właśnie opisywany był Boruta, który według ludowych przekazów zszedł do lochów zamku w Łęczycy i nigdy go już nie opuścił.
Nie był jednak uosobieniem zła. W dawnych czasach wielu mieszkańców Łęczycy uważało go za swego rodzaju opiekuna. Takiego, który strzeże sprawiedliwości po swojemu – czasem psotnie, czasem groźnie, ale zwykle z jasno określoną intencją. Pomagał biednym, karał chciwych, a złoczyńców potrafił przestraszyć na śmierć.
Boruta – duch lasu?
Zanim trafił do zamku i przybrał znane dziś szatańskie cechy, Boruta był kimś zupełnie innym. W najstarszych opowieściach jawił się jako duch boru – leśny strażnik, skrzat, który mieszkał na mokradłach, bagienkach i w gęstwinie. To właśnie od „boru”, czyli lasu, miało pochodzić jego imię. Taki Boruta dbał o równowagę w przyrodzie: chronił zwierzęta, straszył nieuczciwych myśliwych i gubił tych, którzy niszczyli las. Często opisywano go jako małego, brodatego stworka z błotem zamiast butów i liśćmi w brodzie.
Z czasem, gdy stare wierzenia zaczęto wypierać, duchy takie jak Boruta przestały być mile widziane w oficjalnej opowieści o świecie. Zaczęto przedstawiać je jako diabły. Ale w sercach ludzi – szczególnie tych starszych – Boruta pozostał bardziej figlarnym opiekunem niż potępionym czartem.
Król, bagno i garnek złota
Jedna z najsłynniejszych łęczyckich legend głosi, że to właśnie Boruta uratował życie królowi Kazimierzowi Wielkiemu. Gdy królewska kareta ugrzęzła na mokradłach w drodze do grodu, tylko jeden śmiałek miał siłę i odwagę, by ją wydobyć. Był to właśnie Boruta – wtedy jeszcze nieznany, żyjący gdzieś między błotami a sosnami. Król, wdzięczny za pomoc, miał podarować mu zamek. Od tej pory Boruta zamieszkał w jego lochach.
Inna wersja tej samej historii mówi, że Boruta nie tyle dostał zamek, co przybył tam z ogromnym skarbem. Niósł ponoć garnek złota tak ciężki, że ciągnąc go po ziemi, wyorał nim koryto dla rzeki. Zatrzymał się dopiero w podziemiach zamku, gdzie ukrył bogactwa i obiecał, że będzie ich strzegł do końca czasu.
Mistrz przemiany
Boruta nie był jedynie opiekunem czy strażnikiem – był też mistrzem kamuflażu. Potrafił przybierać różne postacie: czasem stawał się sową i krążył nad wieżami zamku, innym razem zjawiał się jako czarny koń, by wciągnąć niesfornych podróżnych w wir leśnych ścieżek. W nocy można było usłyszeć jego stukot – to, jak mawiano, dreptał kopytem po lochach, licząc swoje złote monety.
Potrafił też przybrać wygląd zwykłego człowieka. Bywał widywany jako młynarz, żebrak, a nawet mieszczanin spacerujący po rynku. Zawsze jednak zostawiał po sobie jakiś znak – ślady popiołu, znikające monety albo tajemniczy śmiech odbijający się echem od murów.
Dobry zły duch
Boruta nie był diabłem, który spala wsie i sprowadza zarazę. Jego złośliwości miały raczej charakter… wychowawczy. Gdy ktoś kradł, Boruta potrafił mu schować buty, zamienić pieniądze w kamienie lub przeciągnąć go nocą przez las, aż ten zapamiętał lekcję. Gdy bogacz oszukiwał biedaka – Boruta wyrównywał rachunki.
Ludzie się go bali, ale też go szanowali. Bo chociaż jego metody były czasem surowe, to cel był jasny: zachowanie równowagi. Kiedy więc coś działo się w mieście – kiedy zwierzęta znikały z gospodarstw, gdy nocą słychać było jęki i śmiechy – mieszkańcy szeptali tylko jedno słowo: Boruta.
Zamek z duszą
Dziś zamek w Łęczycy to miejsce, które przyciąga nie tylko turystów, ale i miłośników tajemnic. W jego wnętrzach organizowane są wystawy, warsztaty i opowieści o dawnych czasach. Jedna sala w szczególności przyciąga uwagę – ta poświęcona Borucie. Znajdziesz tam dziesiątki, a nawet setki wyobrażeń tej niezwykłej postaci. Rzeźby, obrazy, figurki – każda inna, każda z innym spojrzeniem, ale wszystkie mają wspólny mianownik: strażnik, opiekun, czasem psotnik, ale nigdy nie wróg.
Niektórzy mówią, że duch Boruty naprawdę wciąż mieszka w lochach zamku. Że jeśli wejdziesz tam z czystym sercem, wyjdziesz bezpieczny. Ale jeśli masz coś na sumieniu… cóż, lepiej nie próbuj.
Boruta dzisiaj
Choć od czasów królewskich minęły setki lat, Boruta nie odszedł w zapomnienie. Dla wielu mieszkańców Łęczycy to nadal postać bliska – symbol miasta, duch opiekuńczy, przypomnienie o tym, że nawet z legend można czerpać mądrość.
Bo Boruta, niezależnie od tego, czy był skrzatem, diabłem czy po prostu uosobieniem ludowej wyobraźni, miał jedno zadanie: pilnować, by zło nie zapanowało nad światem, choćby trzeba było czasem pomóc mu w tym małym rogiem czy ogonem.

