Rdzenni mieszkańcy obu Ameryk. Poruszająca historia Indian

Rdzenni mieszkańcy obu Ameryk – od Inuitów i Haudenosaunee na północy po Keczua, Ajmarów i Mapuczy na południu – żyją, uczą, tworzą sztukę, walczą w sądach o swoje prawa i prowadzą własne instytucje. Dłuższa opowieść wymaga jednak uczciwego spojrzenia na pięć stuleci strat, przymusu i przetrwania.

Słowa mają znaczenie

W polszczyźnie utrwaliło się określenie „Indianie”, lecz coraz częściej mówi się po prostu rdzenni mieszkańcy. W USA funkcjonują terminy Native American i American Indian and Alaska Native, w Kanadzie – Indigenous Peoples (First Nations, Métis, Inuit), w Ameryce Łacińskiej – pueblos indígenas. Najtrafniej jest jednak używać nazw własnych: Diné (Navajo), Anishinaabe (Ojibwe), Haudenosaunee, Lakota, Nahua, Maya, Keczua, Ajmara, Guarani, Mapucze i setek innych.

Przed kontaktem: gęsta mozaika kultur

Przed 1492 rokiem obie Ameryki zamieszkiwały dziesiątki milionów ludzi. Istniały rozległe sieci handlowe, monumentalne miasta (Tenochtitlán, Cusco, Cahokia), wyspecjalizowane rolnictwo (kukurydza, ziemniak, quinoa), złożone systemy prawne i dyplomatyczne konfederacji. Obok scentralizowanych organizmów politycznych były też społeczności żyjące w bardziej rozproszonej strukturze, łączące łowiectwo, rybołówstwo i ogrodnictwo. Kontynent nie był „pustką”, lecz różnorodną cywilizacją.

Katastrofa po kontakcie: choroby i przemoc

Największym zabójcą kolonizacji okazały się choroby zakaźne przywiezione z Europy: ospa, odra, grypa, tyfus. Dla populacji bez wcześniejszej odporności skutki były dewastujące. W wielu regionach doszło do bardzo głębokich spadków liczebności – często rzędu kilkudziesięciu do ponad 80 procent w ciągu kilku pokoleń. Skala różniła się jednak regionalnie: nie wszędzie przebieg był identyczny ani jednoczesny. Epidemie nakładały się na przemoc zbrojną, zniewolenie i głód po zniszczeniu tradycyjnych źródeł pożywienia czy przesunięciach szlaków handlowych. Z tej kumulacji zrodził się mit „zniknięcia” – w rzeczywistości był to drastyczny ubytek, nie zaś całkowita zagłada kultur.

Kolonialne systemy przymusu

W Ameryce Łacińskiej systemy encomiendy, repartimiento i mity podporządkowały pracę rdzennych społeczności gospodarce kolonialnej. Misje i redukcje narzucały nowy porządek religijny i administracyjny. W Ameryce Północnej następowały fale wojen i traktatów – często łamanych – oraz ekspansja handlu futrami, która przebudowała relacje międzyplemienne. Jednocześnie rdzenne narody nie były bierne: zawiązywały sojusze, organizowały powstania (np. Pueblo w 1680 r.), negocjowały warunki współistnienia i przystosowywały się do nowych realiów.

Przesiedlenia, rezerwaty i asymilacja

XIX wiek w USA przyniósł Ustawę o przesiedleniu Indian (1830) i Szlak Łez, na którym tysiące ludzi – zwłaszcza wśród Cherokee, Choctaw, Creek, Chickasaw i Seminole – zmarło z powodu chorób, zimna i wycieńczenia. Późniejszy system rezerwatów i parcelacja ziem wspólnotowych (tzw. allotment) doprowadziły do utraty milionów hektarów. W Kanadzie i USA powstały szkoły z internatem dla rdzennych dzieci, gdzie zakazywano języków, zmieniano imiona i karano za praktyki kulturowe. Skutkiem są traumy międzypokoleniowe i przerwane przekazy, z którymi wiele rodzin mierzy się do dziś. W wielu państwach Ameryki Łacińskiej po uzyskaniu niepodległości przejmowano ziemie wspólnotowe, a w XX wieku dochodziło do przymusowych przesiedleń i brutalnych kampanii „pacyfikacyjnych”.

Przetrwanie i odrodzenie

Mimo presji rdzenne narody zachowały tożsamość. Od drugiej połowy XX wieku rosły ruchy polityczne i kulturalne: American Indian Movement w USA, mobilizacje ludów Andów i Amazonii, odrodzenie Mapuczy w Chile i Argentynie, ruchy autonomiczne w Meksyku. Na arenie międzynarodowej przyjęto Deklarację ONZ o prawach ludów tubylczych (2007). Konstytucje niektórych państw – jak Boliwia i Ekwador – uznały plurinarodowy charakter państwa. W USA uchwalono przepisy wzmacniające samostanowienie w zakresie edukacji i ochrony zdrowia oraz regulujące repatriację szczątków i dóbr kultury.

Współczesność: miasta, języki, suwerenność

Dziś bardzo wielu rdzennych mieszkańców żyje w miastach – od Los Angeles i Phoenix po Mexico City, Limę, La Paz/El Alto czy Santiago – a jednocześnie rezerwaty, wspólnoty i terytoria kolektywne pozostają centrami kultury i prawa. Istnieją setki uznanych narodów/plemion z własnymi władzami, sądami, policją, uczelniami plemiennymi i mediami. Trwa rewitalizacja języków: Diné bizaad, ojibwe, hawajski, nahuatl, keczua czy mapudungun wracają do szkół, aplikacji i domów. Coraz częściej toczą się wygrane spory o prawa do wody i ziemi, a protesty przeciw inwestycjom zagrażającym miejscom świętym przypominają, że rdzenne narody są strażnikami środowiska – ich terytoria często pokrywają się z obszarami wyjątkowo cennej bioróżnorodności.

Co wciąż boli

Prawda nie omija trudnych tematów. Wiele społeczności doświadcza ubóstwa, ograniczonego dostępu do opieki zdrowotnej, wyższej śmiertelności z powodu chorób przewlekłych i przemocy wobec kobiet (w tym kryzysu zaginionych i zamordowanych rdzennych kobiet oraz dziewcząt). Trwają spory o jurysdykcję i opodatkowanie, o respektowanie traktatów i konsultacje przy projektach wydobywczych. W Amazonii wylesianie zagraża całym społecznościom; w Arktyce i wysokich Andach zmiany klimatu uderzają w tradycyjne łowiska, pastwiska i migracje zwierząt.

Jak odpowiadać na pytanie „gdzie się podziali?”

Najuczciwiej: są tutaj. W rezerwatach i wspólnotach, w dzielnicach wielkich miast i odległych osadach; w szkołach dwujęzycznych i na uczelniach; w warsztatach rzemieślniczych i startupach. Część mówi w językach przodków, część uczy się ich od nowa; jedni zajmują się pasterstwem bizonów czy rolnictwem na tarasach Andów, inni programują, tworzą muzykę, kręcą filmy i zasiadają w parlamentach. Historia rdzennych mieszkańców obu Ameryk to nie opowieść o zniknięciu, lecz o przetrwaniu i odrodzeniu.

Podsumowanie

Rdzenni mieszkańcy obu Ameryk przeszli przez katastrofę demograficzną wywołaną głównie chorobami, na którą nałożyły się wojny, przymus i wywłaszczenia. W XIX i XX wieku doświadczyli przesiedleń, rezerwatów, parcelacji ziem i polityk asymilacyjnych, w tym szkół z internatem. A jednak zachowali języki, prawo, pamięć i budują współczesne formy suwerenności. Zamiast pytać „gdzie się podziali?”, warto zapytać, jak ich słuchać, uznawać ich prawa i wspierać ich przyszłość – bo od Arktyki po Patagonię rdzenne narody były, są i będą narodami tej ziemi.

By Ola A.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *