Herodot lubił się dziwić. W jego „Dziejach” obok opowieści o wojnach i królach co chwilę pojawiają się „thaumata” – rzeczy „godne podziwu”, które widział na własne oczy albo o których słyszał od innych. Zanim powstała znana dziś lista siedmiu cudów świata, to właśnie on budował w wyobraźni Greków mapę miejsc większych, wyższych i wspanialszych niż wszystko, co znali z własnego podwórka.
Zanim wymyślono „siedem cudów”
Dzisiejsza lista siedmiu cudów świata – z piramidami, wiszącymi ogrodami i Kolosem Rodyjskim – nie jest dziełem Herodota. Ukształtowała się dopiero w epoce hellenistycznej, a w znanej nam formie jest efektem kilku różnych starożytnych zestawień, uporządkowanych w późniejszych kompilacjach. Herodot nie zostawił nam gotowej listy „top 7”, ale w jego „Dziejach” znajdziemy opisy budowli, które trafią później na tego typu spisy: egipskie piramidy, labirynt i jezioro Moiris, potężne mury Babilonu.
Czytelnik z V wieku p.n.e. nie potrzebował tabelki z siedmioma punktami. Wystarczyły mu kolejne fragmenty relacji, w których grecki podróżnik z mieszaniną zachwytu i podejrzliwości opisuje to, co uważa za niezwykłe – większe niż świątynie, do których się przyzwyczaił.
Piramidy: „większe niż słowa są w stanie powiedzieć”
Egipt zajmuje w „Dziejach” szczególne miejsce, a piramidy są jednym z punktów kulminacyjnych tej opowieści. Herodot wiąże je z panowaniem Cheopsa (Chufu), Chefrena i Mykerinosa. Twierdzi, że budowa Wielkiej Piramidy trwała dwadzieścia lat, że wykorzystano ogromne kamienne bloki długości co najmniej trzydziestu stóp i że pod wzgórzem z piramidami powstały komory grobowe otoczone wodą, do których doprowadzono kanał z Nilu.
Współczesna archeologia pokazuje, że wiele z tych liczb i szczegółów jest przesadzonych albo niedokładnych. Inaczej wygląda choćby kwestia organizacji pracy czy przebiegu budowy. Ale dla autora z V wieku p.n.e. ważniejsze od precyzyjnej dokumentacji było oddanie skali zdumienia. Herodot otwarcie przyznaje, kiedy powtarza egipskie opowieści, a kiedy polega na własnych oczach. W opisie piramid obie warstwy mieszają się – twardy kamień i miękkie, ludzkie opowieści.
To właśnie taki sposób opowiadania sprawi, że piramidy staną się jednym z najbardziej oczywistych kandydatów na późniejsze „cuda świata”. Dla kolejnych pokoleń autorów Herodot jest pierwszym, który ubiera zachwyt nad nimi w barwną, zapadającą w pamięć narrację.
Labirynt i jezioro Moiris: cud większy niż piramidy
Jeszcze większe wrażenie robi na nim coś, co dziś kojarzy głównie ten, kto zagląda do przypisów: monumentalny labirynt przy jeziorze Moiris. Herodot umieszcza go w Dolnym Egipcie, „ponad jeziorem”, w okolicy Miasta Krokodyli. Wyraźnie podkreśla, że widział to miejsce osobiście i że jego rozmiary „przewyższają wszelkie słowa”.
Labirynt miał składać się z dwunastu zadaszonych dziedzińców, ustawionych naprzeciw siebie – sześciu na północy i sześciu na południu – oraz z tysięcy pomieszczeń na dwóch poziomach: nadziemnym i podziemnym. Herodot twierdzi, że przeszedł przez górne sale, ale do podziemnych go nie dopuszczono, bo spoczywają tam królowie i święte krokodyle. W pewnym momencie stawia tezę, która musi robić wrażenie na greckim czytelniku: nawet jeśli policzyć wszystkie wielkie świątynie Hellenów, nie dorównają one pracą i kosztem temu jednemu gmachowi.
Dziś większość badaczy zgadza się, że „labirynt” Herodota to ogromny kompleks pałacowo–świątynny w Hawarze, wzniesiony za panowania Amenemhata III. Po samych murach zostało niewiele, ale antyczne świadectwa, nie tylko Herodota, konsekwentnie podkreślają, jak wielkie wrażenie robił ten gmach na odwiedzających.
Szczególnie ciekawy jest sposób, w jaki Grek porównuje to egipskie dzieło z tym, co zna z własnej kultury. Wspomina świątynię Artemidy w Efezie i świątynię Hery na Samos – budowle później również uznawane za wyjątkowe – po czym stwierdza, że nawet razem nie dorównują labiryntowi. To nie jest już tylko cud Egiptu, to dzieło, które bije na głowę dumę Hellenów.
Mury Babilonu: cud na granicy wyobraźni
Drugim wielkim „cudem Wschodu” w „Dziejach” są mury Babilonu. Dla Greków pochodzących z miast-państw wizja ogromnej, kwadratowej metropolii musiała być przytłaczająca. Herodot opowiada o mieście otoczonym szeroką fosą, o podwójnych murach oraz o setce bram z brązu. Utrzymuje, że mury są tak szerokie, iż na ich koronie może zawrócić rydwan zaprzężony w cztery konie.
Współczesne badania ruin Babilonu pokazują, że rzeczywiście istniały tam monumentalne obwarowania, intensywnie rozbudowywane zwłaszcza za panowania Nabuchodonozora II. Ale wymiary podawane przez Herodota są wyraźnie zawyżone. Liczby mówią tu raczej o sile wrażenia niż o faktycznych metrach i kilometrach. Grecki podróżnik łączy to, co widzi, z tym, co słyszy od przewodników, dodaje własne przeliczenia – a potem odmalowuje obraz, który ma poruszyć wyobraźnię odbiorcy.
Mimo tej przesady to właśnie dzięki takim obrazom mury Babilonu będą później wracały w rozmaitych listach cudów świata. Nawet jeśli nie trafią do kanonu w każdej wersji, są już na stałe zakotwiczone w europejskiej wyobraźni jako coś „większego niż zwykłe miasto”.
Czym dla Herodota jest „cud świata”?
W „Dziejach” słowo „thauma” pojawia się często. Cudem może być budowla – piramidy czy labirynt – ale może nim być także zjawisko przyrodnicze, jak wylewy Nilu, czy obyczaj, który Grek uznaje za radykalnie inny od własnych norm. Herodot deklaruje, że chce zachować pamięć o wielkich czynach Greków i „barbarzyńców”, ale równie mocno interesują go miejsca i praktyki, które sprawiają, że świat wydaje się większy, obcy i fascynujący.
Charakterystyczne jest to, że autor nie udaje wszechwiedzy. Często dodaje formuły w rodzaju: „to widziałem na własne oczy”, „to powtarzam za innymi”, „sam w to nie do końca wierzę”. Przy labiryncie precyzyjnie rozróżnia część zwiedzoną od tej, o której tylko słyszał. Przy piramidach zaznacza, że niektóre szczegóły podali mu miejscowi przewodnicy. Gdzie indziej otwarcie przyznaje, że różni informatorzy mówili co innego – i zostawia czytelnikowi prawo do wątpliwości.
Dlaczego wciąż wracamy do jego opisów?
Z perspektywy XXI wieku łatwo wytykać Herodotowi błędy: zawyżone rozmiary, pomyłki w datach, powtarzanie nieścisłych historii. A jednak to właśnie jego relacje ukształtowały sposób, w jaki przez stulecia myślano o „cudach świata”. Kiedy hellenistyczni autorzy tworzyli swoje listy najwspanialszych budowli, w tle brzmiał już głos człowieka, który kilka stuleci wcześniej opisywał piramidy jako „większe niż słowa” i labirynt przewyższający wszystko, co widział w Helladzie.
Herodot nie był inżynierem ani kartografem. Był kimś pomiędzy reporterem a opowiadaczem, który próbował zapisać świat większy od jego własnej polis. To, co dla niego było „cudem”, nie zawsze pokrywa się z późniejszym kanonem siedmiu cudów świata. Ale jego teksty przypominają, że u źródeł każdej listy niezwykłych miejsc stoi to samo uczucie: zdumienie człowieka, który patrzy na coś ogromnego i myśli, że warto o tym opowiedzieć, zanim pamięć o tym zniknie.

