Kamień Diabła w okolicach Świecia – porośnięty mchem głaz narzutowy w lesie, szerokie ujęcie.

Miejscowi opowiadają, że pewnej nocy diabeł niósł przez las olbrzymi głaz, żeby przegrodzić rzekę Wdę i napsuć ludziom życia. Śpieszył się, bo jego moc kończyła się o świcie. Gdy zapiał pierwszy kogut, zrobiło się jasno — i czart stracił siłę. Kamień wypadł mu z pazurów, runął wśród borów i… został tam do dziś. To prosta opowieść o „wyścigu z czasem”, którą dzieci zapamiętują w sekundę, a dorośli lubią opowiadać przy ognisku.

Gdzie leży Diabelski Kamień?

Głaz znajdziesz w pobliżu leśnej osady Leosia, na skraju Wdeckiego Parku Krajobrazowego, niedaleko Świecia. Dojście jest łatwe: wygodna droga leśna prowadzi niemal pod sam kamień, a od dawnej stacyjki w Leosi to raptem kilkaset metrów spaceru. Miejsce ma też drugą, bardziej „kościelną” nazwę — Kamień św. Wojciecha — bo według innej tradycji biskup miał tu kiedyś głosić kazanie. Dwie nazwy, jeden bohater.

Jak duży jest naprawdę?

Przez lata powtarzano, że to jeden z największych głazów w Polsce. Nowsze, dokładniejsze pomiary uporządkowały temat: obwód ok. 17,9 m, wysokość ponad terenem ok. 2,8 m, długość ok. 6,2 m, szerokość ok. 5,35 m. Część podstawy tkwi w ziemi, więc kamień wygląda jeszcze masywniej, niż pokazują liczby. Nie trzeba mu jednak „medali” — i bez tego robi ogromne wrażenie.

Skąd się wziął taki głaz w środku lasu?

To klasyczny głaz narzutowy. Dawno temu, w epoce lodowcowej, niesiony powoli przez lądolód fragment skandynawskiej skały dotarł w okolice dzisiejszej Leosi. Kiedy lód się cofnął, zostawił po sobie pamiątki: moreny, piaski, a czasem takie właśnie kolosy. Diabelski Kamień to granit — twardy, ziarnisty, z połyskującymi w słońcu kryształkami. Jeśli spojrzysz z bliska, zobaczysz różne minerały: jasne skalenie, szary kwarc i ciemniejsze „kropki” łyszczyków. Geologia mówi „Skandynawia”, legenda mówi „diabeł” — i obie te odpowiedzi mają w sobie coś pociągającego.

Prawda obok legendy

Ta historia jest świetnym przykładem, jak obok siebie mogą żyć dwie warstwy: naukowa i ludowa. Geologia wyjaśnia, skąd kamień przypłynął „na grzbiecie lodu” i z czego jest zbudowany. Folklor z kolei tłumaczy „dlaczego” głaz spoczął właśnie tu — bo ktoś go niósł w konkretnym celu, ale nie zdążył. I choć wiemy, że to lód wykonał całą robotę, magia opowieści o świcie, który odbiera czarom moc, nadal działa. Dzięki temu wizyta przy głazie nie jest tylko „odhaczaniem punktu na mapie”, ale ma swój klimat.

Zasady odwiedzania i praktyczne wskazówki

Diabelski Kamień jest pomnikiem przyrody (chronionym od lat pięćdziesiątych), więc obowiązują proste reguły:
– nie wspinamy się na głaz i nie rzeźbimy w nim „pamiątek”,
– nie rozpalamy ognia i zabieramy ze sobą śmieci,
– szanujemy rośliny i spokój lasu.

Najładniejsze światło bywa rano i późnym popołudniem — struktura granitu wtedy najlepiej „czyta się” na zdjęciach. Jeśli jedziesz z dziećmi, opowieść o diable, który nie zdążył przed pianiem koguta, robi za idealny wstęp do spaceru. A po wszystkim można jeszcze podskoczyć nad Wdę albo w stronę innych atrakcji Wdeckiego Parku.

Dlaczego warto?

Bo to mocne miejsce: w jednym kadrze masz kawał geologicznej historii, piękny borowy krajobraz i opowieść, która łączy pokolenia. Dzieci dotykają prawdziwej skały ze „Skandynawii”, dorośli mają moment ciszy i ładne ujęcia, a wszyscy razem dostają pretekst, żeby na chwilę zwolnić. Diabelski Kamień uczy też, że nie wszystko trzeba upraszczać do „największy/najwyższy”. Czasem wystarczy, że stoi tu od tysięcy lat i wciąż potrafi rozpalić wyobraźnię.

Najważniejsze w pigułce

  • Lokalizacja: okolice Leosi koło Świecia, skraj Wdeckiego Parku Krajobrazowego.
  • Charakter: polodowcowy głaz narzutowy (granit), „przywieziony” przez lądolód.
  • Wymiary: obwód ok. 17,9 m, wysokość nad gruntem ok. 2,8 m.
  • Status: pomnik przyrody — traktujemy z szacunkiem.
  • Opowieści: diabeł, który nie zdążył przed świtem; alternatywnie kazanie św. Wojciecha.

I tyle. Trochę prawdy, trochę legendy — a pośrodku ogromny, piękny kamień, który wygrał z czasem bardziej niż diabeł.

By Ola A.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *