Libertaninizm – skąd wzięło się to pojęcie i jak ewoluowało w historii?

„Libertaninizm” brzmi znajomo, ale próżno szukać go w większości podręczników historii idei. W książkach naukowych pojawiają się za to dwa inne, dużo lepiej ugruntowane terminy: libertarianizm (związany z wolnością polityczną i gospodarczą) oraz libertynizm (łączony z buntem wobec norm moralnych i religijnych). Współczesne, publicystyczne słowo „libertaninizm” jest w dużej mierze hybrydą – intuicyjnym połączeniem obu tych tradycji pod jednym hasłem.

Żeby zobaczyć, skąd w ogóle wzięła się ta plątanina znaczeń, trzeba zacząć od samego rdzenia: łacińskiej libertas, czyli wolności, oraz od tego, jak różni ludzie przez wieki rozumieli bycie „wolnym”.


Od wyzwoleńca do libertyna

Jedna z ważnych odnóg tej historii prowadzi przez libertynizm. Słowo „libertyn” wywodzi się z łaciny – od libertinus, czyli wyzwoleńca, byłego niewolnika. Z czasem zaczęto nim określać nie tylko ludzi wyzwolonych prawnie, ale także tych, którzy chcieli być „wyzwoleni” od różnych form przymusu: religijnego, obyczajowego, społecznego.

Już w XVI wieku słowo to pojawia się w ustach Jana Kalwina, który „libertynami” nazywał grupy sprzeciwiające się surowej dyscyplinie obyczajowej w jego kręgu. Dla niego byli to ludzie zbyt swobodni, chcący żyć po swojemu, bez ingerencji kościelnej władzy. Z czasem termin zaczął obejmować szerzej wolnomyślicieli, sceptyków religijnych, a później także osoby, które ostentacyjnie łamały obyczajowe tabu.

W XVIII wieku libertynizm stał się jednym z symboli epoki. Z jednej strony był postawą intelektualną: krytyką przesądów, Kościoła, dogmatów i cenzury. Z drugiej – modelem stylu życia kojarzonym z hedonizmem, romansami, eksperymentowaniem z moralnością. Do dziś w języku potocznym „libertyn” to raczej ktoś, kto podważa tradycyjne normy obyczajowe, niż filozof główkujący nad naturą wolności.

W tym sensie współczesne publicystyczne użycie słowa „libertaninizm” często niesie w tle właśnie tę nutę: radykalnej swobody jednostki w sferze prywatnej i obyczajowej.


Libertarianizm: od wolnej woli do polityki

Druga nitka, z którą „libertaninizm” bywa mylony, to libertarianizm. Dziś kojarzy się on z hasłami ograniczonego państwa, niskich podatków i wolnego rynku. Ale pierwotnie chodziło o coś zupełnie innego.

Pod koniec XVIII wieku w sporach filozoficznych o naturę człowieka pojawił się termin „libertarianizm” w znaczeniu metafizycznym. „Libertarianinem” nazywano tego, kto bronił poglądu, że człowiek ma realną, niezdeterminowaną wolną wolę – w opozycji do stanowisk głoszących, że wszystko w świecie jest konieczne i z góry przesądzone. Wolność była tu rozumiana bardzo dosłownie: jako możliwość wyboru własnego działania, a nie program polityczny.

W XIX wieku pojawiła się kolejna ważna odsłona. We Francji myśliciel Joseph Déjacque użył pojęcia „libertaire” jako samookreślenia radykalnego nurtu wolnościowego, związanego z anarchizmem społecznym. W połowie XIX wieku wydawał pismo „Le Libertaire” i pod tym hasłem łączył sprzeciw wobec państwowej władzy z krytyką wyzysku kapitalistycznego. Słowo, które dziś wielu utożsamia z wolnym rynkiem, wówczas kojarzyło się raczej z radykalną lewicą i marzeniem o społeczeństwie bez państwa i bez klas.

W europejskich kręgach rewolucyjnych i anarchistycznych przez długie lata „libertariański” oznaczał właśnie taki kierunek – wolnościowy, ale niepropaństwowy i niekapitalistyczny.


XX wiek: wolnościowcy zmieniają miejsce na osi

Przełom nastąpił w XX wieku, zwłaszcza po II wojnie światowej, w krajach anglojęzycznych. W Stanach Zjednoczonych słowo „liberal” zaczęło coraz częściej oznaczać kierunek popierający rozbudowane państwo opiekuńcze, programy socjalne i silniejszą regulację rynku. Zwolennicy klasycznego liberalizmu gospodarczego – minimalnego państwa i maksymalnej swobody rynku – uznali, że potrzebują innej etykietki.

Tak odświeżono termin libertarianizm w dzisiejszym, polityczno-ekonomicznym sensie. W programach i manifestach zaczął on oznaczać:

  • jak najmniejsze państwo,
  • bardzo szeroko rozumiane prawa własności,
  • przekonanie, że wolny rynek lepiej niż urzędnik reguluje życie gospodarcze,
  • nieufność wobec podatków, dotacji, kontroli cen i centralnego planowania.

W filozofii ważną rolę odegrały książki broniące wizji państwa jako „nocnego stróża”, którego głównym zadaniem jest ochrona jednostki przed przemocą i oszustwem, a nie urządzanie ludziom życia. W ten sposób termin, który wcześniej pojawiał się w kontekście sporów metafizycznych i lewicowego anarchizmu, zaczął funkcjonować w masowej wyobraźni jako znak rozpoznawczy bardzo wolnorynkowej, indywidualistycznej prawicy.

To dobra ilustracja, jak pojęcia potrafią wędrować między obozami politycznymi, zachowując w środku pewien wspólny rdzeń: w tym przypadku przekonanie, że wolność jednostki jest wartością nadrzędną.


„Libertaninizm” dzisiaj: słowo-parasol

Na tym tle łatwiej zrozumieć, dlaczego w dzisiejszym języku, zwłaszcza publicystycznym, pojawia się słowo „libertaninizm”. Nie jest ono terminem ścisłym, raczej próbą złapania w jednym worku różnych zjawisk:

  • libertynizmu obyczajowego – odrzucania tradycyjnej moralności i ingerencji religii w życie prywatne,
  • libertarianizmu politycznego – niechęci do silnego państwa, wysokich podatków i rozbudowanych regulacji,
  • ogólnego kultu „wolności od” – od norm, przymusów, autorytetów.

„Libertaninizm” bywa więc używany jako etykietka na szeroko pojęty indywidualizm na sterydach: postawę, w której jednostka staje się najwyższą miarą dobra, a wszelkie formy wspólnej kontroli – państwowej, religijnej czy obyczajowej – traktowane są z dużą podejrzliwością.

Z perspektywy naukowej lepiej jest oczywiście rozdzielać konkretne tradycje: libertynizm, libertarianizm, liberalizm, anarchizm, wolnomyślicielstwo. Ale sam fakt, że w języku potocznym pojawia się takie słowo-hybryda, pokazuje, jak współczesne społeczeństwa postrzegają różne formy buntu wobec władzy.


Po co nam w ogóle ta historia pojęć?

Historia libertynizmu, libertarianizmu i dzisiejszego „libertaninizmu” przypomina, że słowa używane w debatach politycznych, religijnych i obyczajowych nigdy nie są niewinne. To, co kiedyś było obraźliwą etykietą nadawaną przeciwnikom, bywa potem dumnym samookreśleniem. To, co zaczynało jako spór filozofów o wolną wolę, staje się po latach hasłem partii politycznych. A słowa, które wydają się nowe, często mają długie, splątane korzenie.

„Libertaninizm” nie ma swojej grubej monografii w bibliografii naukowej. Jest raczej lustrem, w którym odbijają się stare spory o to, gdzie kończy się wolność jednostki, a zaczyna odpowiedzialność wobec innych. Patrząc na historię pojęć, lepiej rozumiemy, że za jednym krótkim słowem mogą kryć się bardzo różne wizje świata – od marzenia o życiu bez cenzury po program radykalnych cięć podatków. I że zanim ktoś ogłosi się „prawdziwym libertaninem”, warto dopytać: w którym z tych znaczeń.

By Ola A.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *