Czy Napoleon mógł wygrać pod Waterloo? Błędy, które przesądziły o porażce

Napoleon mógł wygrać pod Waterloo – tak przynajmniej sądzi wielu historyków. Bitwa nie była z góry przegrana, a jej wynik rozstrzygnęły splot pecha, złej pogody i kilku bardzo konkretnych błędów dowódczych. Z perspektywy czasu widać, że przy nieco innych decyzjach losy tego dnia mogły potoczyć się inaczej.

W jakiej sytuacji był Napoleon w 1815 roku?

W czerwcu 1815 roku Napoleon wraca z Elby i staje przeciwko Siódmej Koalicji. Francja wciąż ma liczną armię, ale nie jest to już ta sama, zahartowana w bojach gwardia co dziesięć lat wcześniej. Żołnierze są zmęczeni wojnami, kraj ma dość mobilizacji, a przeciwnik jest potężniejszy niż kiedykolwiek.

Napoleon zdaje sobie sprawę z jednego: musi wygrać szybko. Jeśli nie pokona wojsk Wellingtona i Blüchera w Belgii, do walki w pełni wejdą armie rosyjska i austriacka. Stąd jego plan – klasyczny dla Napoleona: uderzyć pomiędzy armie sojusznicze i rozbić je osobno, zanim się połączą.

Pod Ligny 16 czerwca udaje mu się pobić Prusaków, ale nie zadaje im ostatecznego ciosu. Armia Blüchera wycofuje się w porządku i wciąż stanowi realną siłę. Brak zdecydowanego pościgu i zniszczenia przeciwnika to pierwszy poważny błąd, który mści się dwa dni później.

Błoto, deszcz i opóźniony atak

Noc z 17 na 18 czerwca przynosi gwałtowną burzę. Pole przyszłej bitwy pod Waterloo zamienia się w morze błota. Armaty grzęzną, konie ślizgają się, piechota idzie wolniej niż zwykle.

Napoleon podejmuje decyzję, by opóźnić atak. Zamiast ruszyć o świcie, czeka, aż grunt choć trochę przeschnie. Główne działania rozpoczynają się mniej więcej między 11:00 a 11:30. Z wojskowego punktu widzenia jest to zrozumiałe – artyleria na rozmokłej ziemi byłaby mało skuteczna, a kawaleria mogłaby się dosłownie zakopać w błocie.

Jednocześnie każda godzina działa na korzyść sprzymierzonych. Armia Wellingtona umacnia pozycje, a Prusacy zbliżają się z odsieczą. W tym sensie decyzja o opóźnieniu ataku jest jednym z tych momentów, gdzie rozsądek taktyczny zderza się z presją czasu. Wielu historyków uważa, że gdyby Napoleon mógł uderzyć wcześniej, zanim Prusacy ruszyli w pełni, miałby większe szanse na zwycięstwo.

Ney i szarże kawalerii, które nic nie dały

Jednym z najbardziej znanych epizodów bitwy są szarże kawalerii marszałka Michela Neya. W pewnym momencie dnia Ney błędnie interpretuje ruchy w centrum armii Wellingtona jako początek odwrotu. Uznaje, że trzeba natychmiast przycisnąć przeciwnika i rzuca na pozycje alianckie ogromne masy ciężkiej kawalerii.

Problem w tym, że te szarże są prowadzone bez odpowiedniego wsparcia piechoty i artylerii. Brytyjska i sprzymierzona piechota ustawia się w klasyczne czworoboki – formację bardzo trudną do przełamania samą kawalerią. Francuscy kawalerzyści wielokrotnie docierają do baterii artylerii, zdobywają działa, ale nie unieszkodliwiają ich na stałe. Gdy kawaleria się cofa, artylerzyści wracają do swoich stanowisk i kontynuują ostrzał.

W efekcie ogromny potencjał francuskiej kawalerii zostaje wykrwawiony w serii ataków o minimalnym efekcie. Przy lepszej koordynacji – z jednoczesnym natarciem piechoty i mocniejszym wsparciem artyleryjskim – te uderzenia mogłyby naprawdę zagrozić centrum Wellingtona. W takiej formie, w jakiej je przeprowadzono, stają się jednym z najbardziej oczywistych błędów taktycznych dnia.

Grouchy – marszałek, który nie poszedł „do huku armat”

Drugą kluczową postacią jest marszałek Emmanuel de Grouchy. Po zwycięstwie pod Ligny otrzymuje on zadanie ścigania wycofujących się Prusaków. Rozkazy Napoleona są jednak mało precyzyjne – mówią o podążaniu za przeciwnikiem, ale nie stawiają jasno celu: zniszczyć go czy zablokować mu marsz w kierunku Wellingtona.

18 czerwca Grouchy znajduje się w rejonie Wavre. Około południa słyszy kanonadę z Waterloo. Część jego oficerów namawia go, żeby „maszerować do huku armat”, bo tam rozstrzyga się los kampanii. Grouchy odmawia – trzyma się dosłownie otrzymanych rozkazów i wiąże się bitwą z pruskim ariergardem, z dala od głównego pola walki.

Wielu historyków uważa, że gdyby w tym momencie marszałek zachował się bardziej samodzielnie, skręcił w stronę Waterloo i spróbował wesprzeć Napoleona lub przynajmniej przeszkodzić Prusakom w dojściu, los bitwy mógłby być inny. Inni badacze są bardziej sceptyczni – podkreślają trudny teren, rzekę i odległość, twierdząc, że Grouchy i tak nie zdążyłby na czas.

Tak czy inaczej, faktem pozostaje, że ogromny francuski korpus pozostaje tego dnia poza decydującą bitwą. Kiedy Prusacy uderzają na prawe skrzydło Napoleona, Francuzi walczą już na granicy wytrzymałości, a każda dodatkowa dywizja mogłaby zmienić przebieg wydarzeń.

Brak Berthiera i problemy sztabu

W tle wszystkich tych wydarzeń stoi jeszcze jeden, mniej widowiskowy, ale ważny czynnik: organizacja sztabu. Przez większość kariery Napoleona jego „mózgiem operacyjnym” był szef sztabu, marszałek Berthier – człowiek, który potrafił zamieniać wizje cesarza na jasne, precyzyjne rozkazy. W 1815 roku Berthiera już nie ma; jego miejsce zajmuje Soult, doświadczony dowódca, ale nie mistrz organizacji sztabu.

Rozkazy bywają spóźnione, nieprecyzyjne, czasem sprzeczne. Widać to zarówno w komunikacji z Grouchym, jak i wcześniej w chaosie wokół korpusu d’Erlona między Ligny a Quatre Bras. To nie jest pojedynczy „błąd śmiertelny”, który zadecydował o wszystkim, lecz raczej ciąg małych pomyłek i opóźnień, które sumują się w krytycznym momencie kampanii.

Czy Napoleon mógł naprawdę wygrać?

Czy w świetle tego wszystkiego Napoleon mógł wygrać pod Waterloo?

  • Wojskowo – tak, istniała realna szansa. Bitwa była wyrównana, a sam Wellington miał później powiedzieć, że to „najbardziej na włosku rozegrane starcie” w jego życiu. Przy wcześniejszym ataku, lepszym wykorzystaniu kawalerii, skuteczniejszym dopilnowaniu rozbicia Prusaków lub bardziej elastycznej decyzji Grouchy’ego historia tego dnia mogła potoczyć się inaczej.
  • Politycznie – nawet ewentualne zwycięstwo nie gwarantowało trwałego panowania. Koalicja była zdeterminowana, aby Napoleona obalić, a Francja miała ograniczone siły, by prowadzić kolejną, długą wojnę z całą Europą.

Można więc powiedzieć tak: bitwa pod Waterloo nie była z góry przegrana, ale była niezwykle trudna do wygrania. Napoleon przegrał nie tylko z Wellingtonem i Blücherem, ale też z błotem, zmęczeniem własnej armii, chaosem w sztabie i błędami swoich marszałków. To właśnie te czynniki – bardziej niż jeden „fatalny ruch” – przesądziły o jego klęsce.

By Ola A.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *