Anna Dłużewska-Sobczak, kustosz działu etnograficznego Muzeum w Łęczycy, fot. Renata Kaźmierczak, Muzeum w ŁęczycyAnna Dłużewska-Sobczak, kustosz działu etnograficznego Muzeum w Łęczycy, fot. Renata Kaźmierczak, Muzeum w Łęczycy

W łęczyckim zamku diabeł nie jest tylko legendą opowiadaną w starych murach. Ma swoje lochy, wiele wcieleń i skarby. Ma też całe grono demonicznych towarzyszy. Boruta bywa szlachcicem z szablą przy boku, sową pilnującą złota, topielcem z Bzury, błotnym demonem na łąkach, wietrnym psotnikiem i fircykiem z karczmy. Obok niego pojawiają się czarownice, południce, zmora, dytko i strzyga oraz świcki-mierniki.

Anna Dłużewska-Sobczak – kustosz działu etnograficznego w Muzeum w Łęczycy – opowiada o największej w Polsce kolekcji rzeźb demonicznych, o tym, jak dawny demon borów został panem na zamku, dlaczego diabelskie skarby nie przynoszą szczęścia i co trzeba zrobić, by spotkać Borutę wietrnego. Rozmawia Łukasz Augustyński.

Skąd właściwie wziął się Boruta na zamku w Łęczycy?

To pytanie ma różne odpowiedzi. Pierwsza jest taka, że Boruta był jednym z pogańskich demonów leśnych, związanym z lasami, z borami. Stąd właśnie bierze się jego imię.

Odpowiedź druga wiąże się z literaturą. W roku 1837 Kazimierz Władysław Wójcicki opublikował „Klechdy, starożytne podania i powieści ludu polskiego i Rusi”. Był to zbiór opowieści i legend, pochodzących z różnych regionów Polski, znajdującej się wtedy pod zaborami. Wśród 100 zanotowanych przez Wójcickiego legend znalazły się dwie, których akcja toczyła się w zamku w Łęczycy, a ich bohaterem był diabeł Boruta.

W jednej Boruta pojawiał się jako szlachcic. Miał kontusz, żupan i szablę przy boku. W drugiej występował jako sowa, pilnująca skarbów zgromadzonych w zamkowych lochach. Wójcicki więc jako pierwszy ubrał Borutę w szlachecki kontusz i umieścił w łęczyckim zamku.

Później te dwa wyobrażenia diabła: szlachcic i sowa zostały spopularyzowane przez pisarzy, poetów i dramaturgów. Wspomnę tu: Zygmunta Hajkowskiego i jego „Borutę” oraz „Zaczarowane koło” Lucjana Rydla. To między innymi dzięki nim Boruta zyskał popularność jako diabeł-szlachcic, związany z zamkiem w Łęczycy. Można więc powiedzieć, że dawny demon leśny awansował. Dostał szlachecki strój, zamkową siedzibę i stał się panem tego miejsca.

Ale jest też legenda o drwalu Borucie i królewskiej karecie.

Tak, a brzmi ona następująco: Łęczyca otoczona jest wokoło terenem podmokłym i bagiennym. Po większych opadach deszczu do dziś pokrywa się wodą, a drogi często stają się nieprzejezdne. Król Kazimierz Wielki, który w XIV wieku wybudował nasz zamek, często do niego przyjeżdżał. Pewnego razu królewska kareta, zaprzężona w sześć koni, po obfitych opadach deszczu, tuż pod samym miastem zapadła się w błoto aż do połowy kół. Przy dawnych drogach i niekorzystnych warunkach pogodowych o taki wypadek nie było trudno. Mimo wysiłku dworzan, towarzyszących królowi, nie można było karety wyciągnąć. Wtedy jeden z dworzan przypomniał sobie, że pod Łęczycą mieszka bardzo silny drwal. Nazywał się Boruta. Jego nazwisko pochodziło od licznych tu niegdyś borów.

Drwal Boruta przyszedł na miejsce zdarzenia, rozejrzał się, chwycił za karetę, pociągnął raz, drugi i bez specjalnego wysiłku wyciągnął ją z błota. W ten sposób pomagał królowi jeszcze wiele razy.

Aż któregoś dnia król zaprosił Borutę na zamek i powiedział mu mniej więcej tak: Boruto, za to, że tyle razy pomagałeś nam wyjść z opresji i wyciągałeś królewską karetę z błota, w podziękowaniu po mojej śmierci osiądziesz tutaj, na zamku.

I tak się stało. Po śmierci króla Kazimierza drwal Boruta zamieszkał na łęczyckim zamku. Nie spodobało się to jednak jego kolegom drwalom, sąsiadom i znajomym. Ze zwykłej ludzkiej zawiści zaczęli opowiadać, że to niemożliwe, aby zwykły człowiek miał taką siłę, że to bardzo podejrzana sprawa. Uznali, że Boruta musi mieć jakieś nieczyste kontakty z siłami piekielnymi, z diabłami i najpewniej sam jest diabłem. Ten przydomek przylgnął do Boruty i stąd mamy diabła Borutę na zamku w Łęczycy. Stąd wzięło się także jedno z jego wcieleń, mianowicie Boruta siłacz.

Anna Dłużewska-Sobczak, kustosz działu etnograficznego Muzeum w Łęczycy, fot. Renata Kaźmierczak, Muzeum w Łęczycy
Anna Dłużewska-Sobczak, kustosz działu etnograficznego Muzeum w Łęczycy, fot. Renata Kaźmierczak, Muzeum w Łęczycy

W jakich wcieleniach pojawia się Boruta?

Trzeba od razu wyjaśnić. Diabeł Boruta jest jeden, ale w zależności od okoliczności i sytuacji wciela się w różne postaci.

Najbardziej znany jest Boruta szlachcic, czyli pan na zamku. Zawsze dumny, zawadiacki, ubrany w kontusz i żupan, z szablą przy boku. Jest Boruta sowa, który pilnuje skarbów w zamkowych lochach. Jest Boruta topielec, mieszkający w wodach rzeki Bzury. Jest Boruta czarny, nazywany też tumskim, związany z kolegiatą w podłęczyckim Tumie. Jest Boruta błotny, który pojawia się na podmokłych łąkach między Łęczycą a Tumem. Jest też Boruta wietrny, mój ulubiony, który robi ludziom psikusy.

Są również inne wcielenia: Boruta świetlik, Boruta bartnik, Boruta borowy, kusy czy fircyk. Każdy z nich pokazuje inną stronę, inną twarz tej samej postaci. To jeden diabeł, ale bardzo wiele legend.

Kiedy patrzy się na wystawę muzealną, prezentowane na niej rzeźby wyobrażające Borutę tworzą cały świat demonów.

Bo każdy twórca, każdy rzeźbiarz widział go trochę inaczej. Diabeł Boruta od dawna był bardzo ważnym tematem dla artystów ludowych z tego regionu. Wielu z nich rzeźbiło go w różnych postaciach, pokazując zarówno jego groźne, jak i to bardziej łagodne oblicze.

Większość naszych rzeźb wykonana jest w drewnie, najczęściej lipowym, ale także topolowym. Są również prace z innych materiałów. Mamy figury diabła wykute w żelazie. Są też prace ceramiczne.

Większość kolekcji tworzą prace łęczyckich artystów ludowych, pochodzących z tych terenów. Są także rzeźby z innych regionów Polski. Najlepsze, nagrodzone prace trafiły do nas dzięki ogólnopolskim konkursom na rzeźbę ludową, organizowanym w latach 80. XX w., których tematyka poświęcona była diabłu.

Kto był najważniejszą postacią dla tej kolekcji?

Najważniejszy był Ignacy Kamiński z Oraczewa, miejscowości pod Łęczycą, w gminie Witonia. To najbardziej znany i ceniony rzeźbiarz naszego regionu.

Zaczął rzeźbić jako ponad siedemdziesięcioletni mężczyzna, kiedy przekazał gospodarstwo synowi i miał więcej czasu dla siebie. Wrócił wtedy do dawnej pasji. Jako młody chłopak, kiedy pasł krowy, strugał sobie różne figurki.

Rzeźbił do końca życia, a zmarł w 1974 r. W sumie stworzył ponad 1500 figur o różnej tematyce. Mamy w naszej muzealnej kolekcji ponad sto jego prac, w tym figury przedstawiające diabła Borutę w różnych postaciach, a także inne demony. To właśnie rzeźby Ignacego Kamińskiego stały się początkiem naszej kolekcji demonicznej.

Można powiedzieć, że Ignacy Kamiński jako nestor rzeźbiarzy łęczyckich stał się wzorem dla innych łęczyckich artystów ludowych. Kolejni rzeźbiarze, którzy tworzyli własne wyobrażenia diabłów, kontynuowali wcześniej rozpoczęte dzieło.

Wystawa etnograficzna, fot. Renata Kaźmierczak, Muzeum w Łęczycy
Wystawa etnograficzna, fot. Renata Kaźmierczak, Muzeum w Łęczycy

Gdy ktoś przyjeżdża na zamek w Łęczycy, pyta pewnie nie tylko o rzeźby, ale też o to, gdzie diabeł mieszka.

Zamek w Łęczycy to przede wszystkim diabeł Boruta. Turyści, którzy do nas trafiają, pytają między innymi, gdzie diabeł mieszka. Gdybym miała wskazać jedno konkretne miejsce, wskazałabym wieżę.

Tam, głęboko w podziemiach znajduje się pomieszczenie, o którym można powiedzieć, że są to lochy. Legenda mówi, że diabeł bardzo zazdrośnie strzeże wejścia do nich i nikomu nie pozwala tam wejść.

Historycznie to miejsce też jest ciekawe. To pomieszczenie służyło swego czasu jako więzienie dla szlachty. Szlachcice, którzy popełnili bardzo poważne przestępstwa, byli skazywani na karę wieży, czyli in fundo turri. Taka kara trwała rok i jeden dzień. Wodę i pożywienie dostarczano więźniom, spuszczając je na linach. Więźniowie zostawili tam ślady swojej obecności, wydrapując znaki na ceglanym murze.

A czy na zamku można zobaczyć ślady diabła?

Często słyszę to pytanie. Bardziej znane są ślady, które Boruta pozostawił na kolegiacie w Tumie, ale tutaj, na zamku, też jest miejsce, które dobrze wpisuje się w legendę.

Według legendy Boruta spojrzał na zamek i zobaczył w oknach krzyże. Bardzo go to zdenerwowało. Pomyślał: jak to, w mojej siedzibie krzyże? Wyciągnął więc szablę i ciął mur, chcąc je zniszczyć. Nie udało mu się, ale ślady cięć diabelskiej szabli są doskonale widoczne. Tego typu opowieści doskonale wpisują się w historię zamku i działają na wyobraźnię.

Jedno z najważniejszych wcieleń to Boruta sowa. Dlaczego właśnie sowa pilnuje skarbów?

To drugie z najpopularniejszych wcieleń Boruty. Legenda mówi, że pod naszym zamkiem znajdują się lochy. Trzeba pokonać wiele krętych korytarzy, by dostać się do pomieszczenia, w którym znajdują się skrzynie i beczki, wypełnione złotem, biżuterią, drogimi kamieniami. Na jednej ze skrzyń siedzi diabeł Boruta w postaci sowy i pilnuje zgromadzonych skarbów. Pilnuje ich bardzo zazdrośnie i z nikim nie chce się nimi dzielić.

Jest opowieść o pewnym łęczycaninie, który znalazł się w trudnej sytuacji finansowej. Był tak zdesperowany, że udał się do samego Boruty i poprosił o pomoc. Diabeł pozwolił mu wziąć trochę skarbów. Mężczyzna najpierw nieśmiało, potem coraz odważniej brał skarby i wkładał je, gdzie tylko mógł: za pazuchę, do kieszeni, do spodni, do butów, w rękawy, pod czapkę, nawet do ust.

Kiedy ruszył do wyjścia i był już jedną nogą za progiem, obejrzał się gwałtownie, żeby raz jeszcze spojrzeć na diabła. Zrobił się wtedy przeciąg, trzasnęły drzwi od pomieszczenia i ucięły mu piętę. Mężczyzna dotarł do swego domu i, jak wieść niesie, do końca życia był zamożny, ale zdrowia już nie odzyskał.

Wystawa etnograficzna, fot. Renata Kaźmierczak, Muzeum w Łęczycy
Wystawa etnograficzna, fot. Renata Kaźmierczak, Muzeum w Łęczycy

Czyli z diabelskimi skarbami lepiej uważać?

Zdecydowanie. Prawdziwa jest historia dwu braci Jasińskich z Łęczycy, którzy jeszcze przed wojną chcieli dostać się do skarbów Boruty. Zaczęli kopać tunel, ale śpiesząc się zapomnieli, że trzeba go wzmocnić i oszalować. Ziemia więc zapadła się, przysypała ich. Zginęli tragiczną śmiercią. Od tego zdarzenia mieszkańcy Łęczycy i okolic wiedzą, że diabeł surowo karze wszystkich śmiałków, którzy próbują odebrać mu skarby. Karze śmiercią, kalectwem, a w najlepszym razie zamienia skarby w kamienie i piasek.

Wydawałoby się, że Łęczycanie mają ogromne możliwości, by korzystać z diabelskich zasobów, ale wiemy, że nie warto. Diabłu nie można ufać.

Boruta ma też swoje wcielenia związane z wodą, łąkami i wiatrem.

Tak. Boruta topielec mieszka w wodach Bzury. Bywa przedstawiany jako ryba z rogami. Ci, którzy mieli z nim do czynienia, opowiadali, że odzywał się ludzkim głosem. Zaintrygowani wchodzili do wody. Ciekawość ta mogła skończyć się tragicznie.

Jest Boruta błotny. Podmokłe łąki pod Łęczycą mieszkańcy nazywają błotami, stąd właśnie nazwa tego wcielenia. Diabeł ten pojawia się na łąkach między naszym zamkiem a tumską kolegiatą. Czeka tam na zapóźnionych podróżnych, by ich następnie całą noc po łąkach prowadzać i opóźniać powrót do domów.

A Boruta wietrny? Podobno jego można spotkać.

Można spróbować. Ale żeby spotkanie doszło do skutku, trzeba spełnić pięć warunków.

Pierwszy: musi być piękna, słoneczna pogoda. Drugi: musi wiać silny wiatr. Trzeci: trzeba wyjść poza miasto i znaleźć skrzyżowanie polnych dróg. Czwarty: trzeba poczekać, aż wiatr zakręci i stworzy wir powietrzny, unoszący się do góry. Piąty: na ten wir trzeba spojrzeć przez lewy rękaw starej kapoty. Wtedy będzie można w nim zobaczyć diabła Borutę wietrnego.

Łęczycanie mówią o Borucie wietrznym, że to diabeł wesoły, radosny, tańczący, spieszący się na wesele. Ale kiedy się pojawia, wiadomo, że będzie robił psikusy. Mężczyznom strąci czapki z głów, kobietom zrzuci pranie suszące się na sznurach, a dziewczętom będzie podwiewał sukienki. Boruta wietrny to diabeł figlarz, psotnik i podrywacz.

Boruta brzmi groźnie, ale pani mówi o nim z sympatią.

Diabeł Boruta jest sympatyczny i dowcipny. Nie robi ludziom krzywdy, tylko niezłośliwe psikusy. Można je potraktować jako diabelskie pogrożenie palcem, jako ostrzeżenie, jakby diabeł chciał powiedzieć: człowieku, uważaj, zastanów się, co robisz, bo może być źle.

Łęczycanie mieli swoje sposoby ochrony przed diabłem. Noszono święte medaliki i krzyżyki. Żegnano się w miejscach, w których diabeł mógł się pojawić. Ale najważniejsze były laski ze szakłaku.

Szakłak to drzewo rosnące na terenach podmokłych. Ma charakterystyczne, układające się na krzyż gałązki. Laska ze szakłaku miała więc magiczną moc. Jeśli człowiek spotkał na swojej drodze Borutę i nie chciał mieć z nim do czynienia, rzucał mu tę laskę pod nogi. Wtedy zło nie miało do człowieka dostępu.

Czy dziś ktoś jeszcze naprawdę boi się Boruty?

Dziś już raczej nie. W latach 50. i 60. XX w., kiedy żyli ludzie pamiętający inne czasy, ten lęk był silniejszy i prawdziwy. Ludzie z dużym przekonaniem opowiadali o swoich spotkaniach z diabłem i o strachu, który im wtedy towarzyszył. Obecnie diabeł jest traktowany zupełnie inaczej, bez lęku. Nawet wśród najmłodszych znajdują się sceptycy.

Wystawa etnograficzna, fot. Renata Kaźmierczak, Muzeum w Łęczycy
Wystawa etnograficzna, fot. Renata Kaźmierczak, Muzeum w Łęczycy

Skąd wziął się Boruta fircyk?

Miejscem, w którym spotykała się dawniej cała społeczność wiejska, była karczma. Tam załatwiano interesy, odbywały się rodzinne uroczystości, a także zabawy i tańce. Diabeł Boruta chętnie bywał w karczmach, bo lubił rozmowy z ludźmi, lubił słuchać muzyki i lubił też wypić, a żadnym trunkiem nie gardził.

W takiej karczmie trwały właśnie tańce. Była też dziewczyna, która nie miała powodzenia i siedziała samotnie pod ścianą. Pomyślała sobie, że jeśli nikt jej nie poprosi do tańca, to chyba sam diabeł ją weźmie.

I wtedy w karczmie, jak na zawołanie, pojawił się bardzo przystojny mężczyzna. W kapeluszu, w garniturze. Poprosił dziewczynę do tańca. Tańczyli raz, drugi, trzeci. Rozmarzona dziewczyna myślała, że znalazła partnera może nie tylko na tę zabawę, ale i na całe życie. Wtedy, w głębi karczmy, zegar wybił północ, partner zniknął, a dziewczyna została ze świadomością, że tańczyła z diabłem. To był diabeł Boruta fircyk albo panek.

Legenda mówi, że Boruta był bardzo przystojny i podobał się dziewczynom, ale i jemu niejedna łęczycanka wpadła w oko. Wiele razy pragnął się ożenić, ale do ślubu nigdy nie doszło. Zawsze w ostatniej chwili coś niespodziewanego stawało na przeszkodzie. Boruta pozostał kawalerem.

Obok Boruty są też inne demony. Zacznijmy od czarownic.

Czarownicami nazywano kobiety, które żyły samotnie, często były wykluczone ze wspólnoty i posiadały wiedzę niezrozumiałą dla innych mieszkańców dawnej społeczności wiejskiej. Wiedza ta budziła lęk. Posądzano więc czarownice o to, że rzucały klątwy, powodowały, że krowy nie dawały mleka, kury nie niosły jajek, a ludziom robił się kołtun na głowie. A one po prostu znały różne właściwości ziół i roślin, potrafiły zaradzić w trudnych sytuacjach, przyjmowały porody, pomagały ludziom. Z jednej strony ludzie się ich bali, ale kiedy zachodziła konieczność, nie wahali się prosić je o pomoc.

A południce?

Południce to złośliwe demony kobiece, które pojawiają się w czasie żniw. Ludzie, którzy w tym czasie ciężko pracowali w polu, w pełnym słońcu, narażeni byli na sytuacje zagrażające ich życiu i zdrowiu. Zdarzały się nagłe zgony. Dzisiaj powiedzielibyśmy, że ich przyczyną mógł być udar, utrata przytomności, zawał serca itp. Dawniej mówiono, że winna jest południca.

Wyobrażano sobie zwykle, że południce to stare kobiety. Okryte białymi prześcieradłami, we włosach miały chwasty, miały też duży, czerwony język. Przed sobą prowadziły drążek z kółkiem. Kółko piszczało, więc ludzie ostrzegali się, że nadchodzi południca.

Wystawa etnograficzna, fot. Renata Kaźmierczak, Muzeum w Łęczycy
Wystawa etnograficzna, fot. Renata Kaźmierczak, Muzeum w Łęczycy

Na wystawie jest też zmora i strzyga.

Opowiadano dawniej, że zmora przybierała postać zwierzęcą, siadała człowiekowi na piersiach i dusiła go w czasie snu. Jeszcze dziś niektóre osoby opowiadają o swoich trudnościach z zaśnięciem, powodowanych działalnością zmory. Dzisiaj tłumaczymy to stresem, zaburzeniami w pracy serca albo innymi dolegliwościami.

Jest też strzyga, czyli demon, który po śmierci wstawał z trumny i doprowadzał ludzi do zgonów. Strzygą stawał się ten, kto przychodził na świat z dwoma rzędami zębów lub z dwiema duszami. Żeby zniwelować moc strzygi, przebijano jej pierś osikowym kołkiem lub wkładano w usta monetę trzygroszową.

Nasza rzeźba wyobrażająca strzygę jest jedyną w Polsce. Żadne inne polskie muzeum nie posiada figury wyobrażającej tego demona.

Czym są świcki-mierniki?

To wyobrażenie tzw. błędnych ogni. Jest to naturalne zjawisko występujące na terenach podmokłych i bagiennych, gdzie na skutek procesów gnilnych roślin tam rosnących następują samoczynne zapłony. Na bagiennych terenach łęczyckich ognie przypominające płonące świece pojawiały się bardzo często i w zróżnicowanych ilościach. Ludzie nie potrafili sobie wytłumaczyć przyczyny tego zjawiska. W naszym regionie mówiono, że to duchy niesprawiedliwych geometrów, czyli mierniczych. Mieli w krzywdzący sposób podzielić ziemię między chłopów i za karę, jako błędne ognie, wędrować po polach i łąkach.

Kiedy osuszono łąki i przyszły suche lata, zjawisko zaczęło zanikać. Na ziemi łęczyckiej błędne ognie obserwowano jeszcze w latach 50. i na początku lat 60. XX wieku. Pojedyncze ognie widywano jeszcze w latach 90. XX w.

Mamy w muzeum jedyną w swoim rodzaju kolekcję rzeźb wyobrażających błędne ognie, czyli świcki-mierniki. Autorem nazwy oraz oryginalnych figur jest wspomniany tu już Ignacy Kamiński. To proste, klockowate postaci, niosące przed sobą źródło światła. Trzeba zauważyć, że rzeźby te są plastyczną ilustracją nadzmysłowego przecież zjawiska.

W rozmowie o Borucie wraca też kolegiata w Tumie. Dlaczego?

Kolegiata w Tumie to ogromna romańska świątynia wzniesiona w XII w. wśród pól. Dla dawnych ludzi powstanie takiej budowli musiało być czymś niezwykłym. Trzeba było sprowadzić materiały, przetransportować je i wznieść monumentalną budowlę.

Legenda mówi, że budowniczowie kolegiaty postanowili wykorzystać diabła do transportu materiałów budowlanych. Oczywiście diabeł nie pomagałby przy budowie kościoła, więc powiedziano mu, że powstaje nowa, murowana karczma. A że diabeł lubił zabawy w karczmie, chętnie przystąpił do pracy.

Kiedy jednak na wieżach zaczęto stawiać krzyże, zorientował się, że został oszukany. Tak się zdenerwował, że postanowił kolegiatę przewrócić. Zaparł się rękami o ścianę, ale solidnie postawiona budowla oparła się diabelskiej sile. I opiera się do dziś. A na ścianie jednej z wież można oglądać ślady diabelskich pazurów. Kolegiatę chciał przewrócić Boruta czarny, zwany też tumskim.

Zamek w Łęczycy to jednak nie tylko legenda, ale także historia.

Oczywiście. To zamek obronny, zbudowany w XIV wieku przez Kazimierza Wielkiego. Ale z Łęczycą bardzo mocno związany był także Władysław Jagiełło. Bywał tutaj blisko czterdzieści razy. Na naszym zamku w lipcu 1409 r. zapadła decyzja o wojnie z zakonem krzyżackim. Król zatrzymał się tu w drodze na bitwę pod Grunwaldem i odpoczywał tutaj, wracając ze zwycięskiej wyprawy.

Na muzealnej wystawie pojawiają się kopie uzbrojenia rycerskiego, nawiązujące do Grunwaldu. Mamy też ciekawy eksponat — XIV-wieczny miecz z wilkiem passawskim z Bałdrzychowa. To wieś niedaleko Łęczycy. Znaleziono go przed wojną w płynącej tam rzece.

Możliwe, że w okolicy zbierały się wojska przed wyprawą na Grunwald. Może przewrócił się wóz, może coś stało się rycerzowi. Miecz wpadł do wody, przeleżał tam przez wieki, aż w końcu trafił do muzeum.

Żeby zrozumieć Borutę, trzeba też zrozumieć dawną Łęczycę?

Pierwsza Łęczyca znajdowała się nie w miejscu, w którym jest obecnie miasto, ale około dwóch kilometrów na wschód od niego, w rejonie dzisiejszej wsi Tum.

Od VIII wieku istniał tam gród, który był jednym z najważniejszych średniowiecznych ośrodków w Polsce środkowej. Na wystawie można zobaczyć eksponaty pochodzące z badań archeologicznych, prowadzonych tam na przełomie lat 40. i 50. XX w. Pokazują, jak żyli mieszkańcy, jak rozwijała się osada, jak wyglądał militarny i społeczno-gospodarczy charakter grodu.

Łęczyca otoczona jest wokoło licznymi, podmokłymi łąkami. Od tych łąk pochodzi nazwa miasta. Szczególnie jesienią snuły się nad nimi liczne mgły i opary. Dawniej ludzie widywali w nich zjawiska, których przyczyn nie mogli zrozumieć. A jeśli coś było niezwykłe, trudne do wyjaśnienia, tłumaczono to działaniem sił nieczystych. Tak pojawiły się opowieści o istotach nadprzyrodzonych – diabłach i innych demonach.

W muzeum pojawia się też bardzo nietypowy, patriotyczny Boruta.

To efekt opowieści stworzonych przez nieżyjącego już kolekcjonera postaci diabelskich – Wiktoryna Grąbczewskiego. Pochodził z Łęczycy, mieszkał w Warszawie, zbierał diabły i był właścicielem prywatnego muzeum „Przedpiekle”.

Na podłęczyckich łąkach, we wrześniu 1939 roku rozgrywała się bitwa nad Bzurą. Wiktoryn Grąbczewski wymyślił postać Boruty, który brał w niej czynny udział. Na naszej wystawie mamy rzeźbę wyobrażającą diabła Borutę, który widłami wpycha Niemców w łęczyckie bagna. Jest też Boruta wynoszący z pola bitwy rannego polskiego żołnierza. Można powiedzieć: Boruta samarytanin.

Jest również piękna rzeźba – alegoria II wojny światowej. Diabeł niemiecki, Mefistofeles, i diabeł polski, Boruta, siłują się na rękę. To symboliczne przedstawienie ostatniej wojny, ale i pokazanie Boruty w bardzo pozytywnym wcieleniu.

Czy Boruta bywa postacią kontrowersyjną?

Boruta jest postacią kontrowersyjną już choćby dlatego, że jest diabłem. Przyjeżdżają do nas turyści, którzy chcą go zobaczyć, bo słyszeli, że diabeł mieszka w Łęczycy. Pytają, gdzie go można spotkać.

Ale są też zwiedzający, dla których diabeł pozostaje diabłem. To zły, który namawia do grzechu i surowo karze grzeszników.

Chciałabym więc mocno podkreślić, że diabeł Boruta jest przede wszystkim bohaterem ludowych opowieści. Jest sympatyczny, dowcipny i nikomu krzywdy nie robi. Trzeba go traktować jak postać z bajki: czasem przewrotną, czasem psotną, z wieloma jakże ludzkimi wadami, bo przecież Boruta lubi wypić, lubi zabawić się w karczmie, lubi też pofiglować z dziewczynami.

Najważniejsze jest to, że legendy o Borucie są też opowieściami o dawnym świecie: o lękach, wierzeniach, wyobraźni i potrzebie tłumaczenia sobie tego, co było niezrozumiałe. Są to też opowieści o ludziach, którzy go wymyślili, bali się go, śmiali się z niego, ostrzegali przed nim dzieci, a historie o diable przekazywali z pokolenia na pokolenie.

Dziękuję za rozmowę.

Dziękuję bardzo.

Więcej o atrakcjach wakacyjnych – Wakacje na zamku w Łęczycy. Atrakcje dla dzieci

By Ola A.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *