Zamknięta klasa w Afganistanie nie jest zwykłym obrazem pustego budynku. To znak państwa, które próbuje zatrzymać dziewczynkę, zanim zostanie studentką, lekarką, nauczycielką, położną albo obywatelką zdolną mówić własnym głosem.
Talibowie nie boją się książek jako przedmiotów. Boją się tego, co edukacja robi z człowiekiem: daje język, zawód, pamięć, sieć kontaktów i możliwość porównania własnego losu z innym światem. W przypadku kobiet ten lęk staje się szczególnie wyraźny, bo wykształcona kobieta podważa model społeczeństwa oparty na zależności, izolacji i posłuszeństwie.
Szkoła jako narzędzie niezależności
Edukacja nigdy nie jest tylko nauką czytania, pisania i liczenia. Szkoła uczy także porządkowania faktów, rozumienia prawa, liczenia pieniędzy, rozmawiania z instytucjami i wyobrażania sobie przyszłości poza tym, co narzuca najbliższe otoczenie.
Władze autorytarne dobrze rozumieją tę siłę. Dlatego tak często próbują kontrolować programy nauczania, język podręczników, dostęp do uczelni i samo prawo do wiedzy. W historii ograniczanie edukacji bywało narzędziem walki z całymi grupami społecznymi, czego mocno dotyka mechanizm uderzania w inteligencję. W Afganistanie talibowie prowadzą tę kontrolę szczególnie brutalnie wobec kobiet, ponieważ szkoła mogłaby dać im pozycję trudną do pogodzenia z systemem pełnej zależności.
Powrót talibów i kroczące zakazy
Po przejęciu Kabulu w sierpniu 2021 roku talibowie zaczęli krok po kroku odbierać kobietom i dziewczętom przestrzeń publiczną. Najpierw ograniczono dziewczętom dostęp do edukacji ponadpodstawowej. W grudniu 2022 roku zakaz objął kobiety na uniwersytetach. Kolejne decyzje zawężały możliwość pracy, przemieszczania się, udziału w życiu publicznym i samodzielnego działania.
Ten proces nie wygląda jak jednorazowe zamknięcie szkoły. Bardziej przypomina przesuwanie granicy coraz bliżej domu. Dziewczynka traci klasę, studentka uczelnię, nauczycielka zawód, a pacjentka dostęp do kobiety, która mogłaby ją leczyć. Władza nie tylko zakazuje nauki. Ona rozbija cały łańcuch awansu: od pierwszych lekcji, przez studia, aż po zawód i społeczne znaczenie.
Medycyna bez kobiet
Najbardziej wymownym ciosem stał się zakaz dotyczący kształcenia kobiet w instytutach medycznych. Uderzył w jeden z ostatnich obszarów, które dawały Afgankom szansę na zawód mimo wcześniejszych ograniczeń. Chodziło między innymi o naukę przyszłych pielęgniarek i położnych, czyli profesji kluczowych w kraju, gdzie normy społeczne często utrudniają kobietom korzystanie z pomocy męskiego personelu.
Ten zakaz odsłania wewnętrzną sprzeczność talibskiego systemu. Władza ogranicza kobietom kontakt z mężczyznami, także w przestrzeni medycznej, a jednocześnie odbiera kobietom drogę do zostania specjalistkami, które mogłyby leczyć inne kobiety. Skutek nie jest abstrakcyjny. Dotyka porodówek, wiejskich poradni, rodzin i noworodków. Kontrola edukacji zaczyna oznaczać kontrolę nad zdrowiem, porodem i przeżyciem.
Podwójny kryzys państwa
Afganistan traci dziś nie tylko uczennice. Traci przyszłe nauczycielki, lekarki, pielęgniarki, położne i urzędniczki, których nie da się zastąpić samym rozkazem. Analizy organizacji humanitarnych ostrzegają, że jeśli ograniczenia się utrzymają, do 2030 roku kraj może stracić ponad 25 tysięcy kobiet pracujących w edukacji i ochronie zdrowia, w tym około 20 tysięcy nauczycielek i 5,4 tysiąca pracownic sektora medycznego.
To oznacza podwójne uderzenie. Doświadczone kobiety odchodzą z zawodów, a kolejne pokolenie nie może wejść na ich miejsce. W szkołach będzie mniej nauczycielek, w ośrodkach zdrowia mniej personelu żeńskiego, a w rodzinach mniej kobiet z własnym dochodem i społeczną pozycją. Państwo, które boi się wykształconych kobiet, samo podcina instytucje, bez których nie da się uczyć dzieci ani leczyć matek.
Ideologia, która kosztuje
Talibowie przedstawiają swoje decyzje językiem religii, obyczaju i ochrony moralności. Taki język daje władzy pozór porządku. Pozwala mówić, że zakazy mają chronić kobiety, choć w praktyce odbierają im narzędzia życia: edukację, zawód, pensję, mobilność i społeczne znaczenie.
Nie chodzi jednak o prostą opowieść o islamie przeciw edukacji kobiet. W wielu społeczeństwach muzułmańskich kobiety uczą się, studiują, prowadzą badania, leczą pacjentów i zajmują funkcje publiczne. Problemem jest konkretny model władzy talibów, w którym religijna retoryka łączy się z patriarchalną kontrolą i polityczną wygodą. Historia zna wiele przykładów instytucji próbujących wpływać na edukację, ale w Afganistanie ta kontrola przybrała postać masowego wykluczenia połowy społeczeństwa.
Gospodarka zamkniętych drzwi
Zakaz edukacji kobiet ma także cenę gospodarczą. Każda dziewczynka wypchnięta ze szkoły to przyszła pracownica, specjalistka, przedsiębiorczyni, podatniczka albo nauczycielka, której państwo może nigdy nie zyskać. Szacunki mówią o dziesiątkach milionów dolarów strat rocznie wynikających z ograniczeń edukacji i pracy kobiet, a koszt ten będzie narastał wraz z każdym kolejnym rocznikiem pozbawionym nauki.
Najbardziej okrutne jest to, że talibowie przedstawiają kontrolę jako stabilność, choć w rzeczywistości produkują słabsze państwo. Mniej edukacji oznacza mniej kompetencji. Mniej kompetencji oznacza gorsze szkoły, słabszą opiekę zdrowotną i większą zależność od pomocy zewnętrznej. Przeciwieństwem takiego myślenia jest polityka, która widzi w szkołach inwestycję w przyszłość, a nie zagrożenie dla władzy.
Podsumowanie
Talibowie boją się wykształconych kobiet, ponieważ edukacja rozsadza system oparty na milczeniu i podporządkowaniu. Kobieta po szkole lub uczelni ma język, zawód, własne ambicje i zdolność przekazywania wiedzy dalej. Może stać się nauczycielką, lekarką, położną, urzędniczką, dziennikarką, liderką lokalnej wspólnoty albo matką, która inaczej wychowa swoje dzieci.
Historia kontroli przez edukację pokazuje, że szkoła zawsze jest polem władzy. Pierwsze uniwersytety tworzyły elity, kompetencje i język wpływu, dlatego dostęp do nauki nigdy nie był sprawą obojętną. W Afganistanie zakaz edukacji dziewcząt i kobiet ma zatrzymać ten mechanizm u źródła. Zamknięta klasa nie jest więc tylko skutkiem fanatyzmu. To narzędzie polityczne, które ma sprawić, by połowa społeczeństwa pozostała zależna, niewidoczna i pozbawiona głosu.

