Z gdyńskiej plaży widać pustą wieżę, otwory po oknach i ściany od dziesięcioleci wystawione na działanie fal oraz wiatru. Torpedownia w Babich Dołach wygląda dziś jak odcięty od brzegu fragment opuszczonego budynku. Podczas II wojny światowej była jednak częścią rozbudowanego niemieckiego ośrodka, w którym przygotowywano i testowano torpedy zrzucane z samolotów.
Gdynia została podporządkowana niemieckiej machinie wojennej
Niemcy zajęli Gdynię 14 września 1939 roku, a następnie przemianowali ją na Gotenhafen. Nowoczesny port, będący jednym z najważniejszych osiągnięć II Rzeczypospolitej, został przekształcony w istotną bazę Kriegsmarine. Remontowano tu okręty, budowano sekcje jednostek podwodnych i rozwijano zaplecze techniczne potrzebne niemieckiej flocie.
Powstanie polskiego portu w Gdyni było wcześniej związane z trudnym położeniem Polski w Wolnym Mieście Gdańsku, które przybliża historia Westerplatte między dwoma wojnami. Po rozpoczęciu okupacji infrastruktura stworzona z myślą o gospodarczym i wojskowym uniezależnieniu kraju została przejęta przez III Rzeszę.
W rejonie Oksywia i Babich Dołów Niemcy rozwinęli dwa ośrodki prowadzące prace nad bronią torpedową. Choć ich położone na wodzie budynki miały podobną formę, podlegały innym rodzajom sił zbrojnych i wykonywały odmienne zadania.
Ośrodek w Babich Dołach pracował dla Luftwaffe
Torpedownia na Oksywiu, nosząca nazwę Torpedo Versuchsanstalt Oxhöft, była związana z niemiecką marynarką wojenną. Kompleks w Babich Dołach funkcjonował natomiast jako Torpedowaffenplatz Gotenhafen-Hexengrund. Od 1942 roku był placówką Luftwaffe zajmującą się próbami torped lotniczych oraz urządzeń służących do ich zrzucania.
Ośrodek nie ograniczał się do budynku stojącego na zatoce. Obejmował zakłady doświadczalne i produkcyjne, hale techniczne, schrony, instalacje pomocnicze oraz zaplecze związane z pobliskim lotniskiem. Samoloty uczestniczące w próbach mogły korzystać z lotnisk w Babich Dołach i Rumi-Zagórzu.
Widoczna obecnie ruina była więc częścią większego systemu. Jej położenie na wodzie pozwalało przygotowywać próby, obserwować tor testowanej broni i prowadzić prace bezpośrednio przy akwenie.
Torpedownia nie była baterią ostrzeliwującą miasto
Kształt obiektu i jego militarna przeszłość mogą prowadzić do błędnego wniosku, że z budynku prowadzono ogień w stronę okrętów albo bombardowano Gdynię. Torpedownia nie pełniła jednak funkcji baterii nadbrzeżnej ani stanowiska artyleryjskiego. Służyła przede wszystkim do badań i prób uzbrojenia przeznaczonego do zwalczania jednostek pływających.
Torpedę lotniczą samolot przenosił na specjalnym mocowaniu, a następnie zrzucał ją do wody w odpowiedniej odległości od celu. Po wejściu do wody broń poruszała się dzięki własnemu napędowi i kierowała się wyznaczonym kursem. Sam moment zrzutu był trudnym etapem ataku: torpeda musiała wejść do wody pod właściwym kątem, nie zanurkować zbyt głęboko i nie ulec uszkodzeniu.
Podczas prób sprawdzano między innymi, jak broń zachowuje się po zetknięciu z taflą, czy utrzymuje odpowiednią głębokość i czy porusza się zgodnie z założonym kierunkiem. Ustalano również warunki, w jakich samolot powinien dokonać zrzutu. Rozwój torped lotniczych był częścią zmian w sposobie prowadzenia bitew morskich, ponieważ lotnictwo mogło zagrozić dużym jednostkom bez nawiązywania klasycznej walki artyleryjskiej.
Próby obserwowano w rejonie Jastarni i Juraty
Osłonięte wody Zatoki Puckiej zapewniały warunki pozwalające prowadzić testy i śledzić ruch torped na dużej odległości. Na płyciznach w rejonie Jastarni i Juraty powstały stanowiska obserwacyjno-pomiarowe. Z ich pomocą rejestrowano przebieg prób i kontrolowano, czy torpeda porusza się w oczekiwany sposób.
Punkty te stanowiły element tego samego poligonu. Umieszczono je w różnych odległościach od brzegu, dzięki czemu obserwatorzy mogli śledzić kolejne etapy biegu testowanej broni. Zachowane konstrukcje na wodzie bywają dziś brane za bunkry, choć ich podstawowym zadaniem były pomiary i obserwacja.
W próbach wykorzystywano między innymi torpedy testowe pozbawione ładunku bojowego. Po zakończeniu biegu można je było odzyskać, zbadać i ponownie wykorzystać.
Budynek znajdował się około 300 metrów od brzegu
Główną torpedownię posadowiono na kesonach w odległości około 300 metrów od linii brzegowej. W czasie wojny nie była odizolowana od lądu. Łączył ją z nim długi pomost transportowy, którym przemieszczali się pracownicy oraz dostarczano części uzbrojenia, narzędzia i wyposażenie potrzebne do prowadzenia prób.
W budynku znajdowały się pomieszczenia techniczne i przestrzeń przeznaczona do przygotowywania torped. Nad całością górowała wieża obserwacyjna, będąca do dziś najbardziej rozpoznawalną częścią ruiny. Z jej poziomu można było śledzić działania prowadzone na zatoce.
Dzisiejszy widok nie oddaje więc pierwotnego charakteru miejsca. Samotna konstrukcja była jednym z końcowych elementów rozbudowanej instalacji obejmującej część lądową, lotniska, obiekty techniczne i stanowiska pomiarowe rozmieszczone po drugiej stronie zatoki.
Po wojnie Babie Doły i Oksywie podzieliły różne losy
Torpedownia w Babich Dołach po zakończeniu wojny przestała być wykorzystywana i nie została wyremontowana. Pomost łączący ją z brzegiem stopniowo niszczał, a obiekt pozbawiony stałej opieki zaczął ulegać działaniu wody, wiatru, mrozu i korozji. Zamuleniu uległ także basen dawnego portu.
Inaczej potoczyły się losy obiektu na Oksywiu. Pozostał on związany z wojskiem, a z czasem zaczął być kojarzony z polską jednostką specjalną znaną jako Formoza. Z tego powodu obie gdyńskie torpedownie należy wyraźnie rozróżniać. Ruina widoczna z publicznej plaży znajduje się w Babich Dołach i należała do niemieckiego kompleksu Luftwaffe.
Ruinę najlepiej oglądać z plaży
Do torpedowni nie prowadzi obecnie pomost, a sam budynek nie został przygotowany do ruchu turystycznego. Wieloletnia konstrukcja znajduje się w złym stanie technicznym, dlatego samodzielne wchodzenie do ruin wiązałoby się z poważnym ryzykiem. Obiekt najlepiej oglądać z plaży w Babich Dołach albo z bezpiecznej odległości od strony wody.
W zależności od pogody torpedownia może wyraźnie odcinać się od horyzontu lub niemal znikać we mgle. Jej obecny wygląd stał się jednym z najbardziej rozpoznawalnych motywów północnej Gdyni, ale za malowniczą sylwetką kryje się historia przemysłu zbrojeniowego i technicznego zaplecza drugiej wojny światowej.
Torpedownia w Babich Dołach nie służyła do bombardowania Gdyni. Była miejscem, w którym Niemcy próbowali udoskonalić broń przeznaczoną do atakowania statków i okrętów. Dziś pozostała z niej ruina przypominająca, jak dużą część okupowanego miasta podporządkowano potrzebom wojny.


