Porządkowanie kosmosu: dziewięć światów i miejsce ludzi

W nordyckiej mitologii zabicie Ymira to dopiero początek. Gdy olbrzym ginie, bogowie zostają z czymś, co dziś nazwalibyśmy „kosmicznym bałaganem”. Mają do dyspozycji jego ciało, otchłań Ginnungagap, lód i ogień, ale to wciąż za mało, by mówić o prawdziwym świecie. Dopiero decyzja, by z tego chaosu zrobić uporządkowaną całość, uruchamia proces, który kończy się powstaniem dziewięciu światów i… ludzi.

Nordycka wizja kosmosu jest zaskakująco konsekwentna. Nie ma tu jednego, płaskiego uniwersum, w którym wszystko miesza się ze sobą. Są poziomy, strefy, granice i napięcia między krainami. To nie tylko bajkowa mapa, ale sposób myślenia: każdej sile – bogom, olbrzymom, ludziom, zmarłym – trzeba przypisać konkretne miejsce. Właśnie tę fazę opowieści rozwija artykuł „Powstanie dziewięciu światów”, który pokazuje, jak z ciała olbrzyma wyrasta cały uporządkowany wszechświat.

Kosmos z fragmentów

Najpierw więc mamy brutalny akt stworzenia: z mięsa Ymira powstaje ziemia, z jego kości góry, z krwi morza, z czaszki sklepienie nieba. To obraz, który trudno pomylić z jakąkolwiek inną mitologią. Zamiast harmonijnego „niech się stanie”, mamy raczej rozpaczliwą próbę posprzątania po wielkim rozbiciu.

Ale to dopiero poziom „surowej materii”. Bogowie nie zadowalają się tym, że gdzieś jest ląd, a gdzieś woda. Potrzebują klarownego planu: gdzie oni będą rządzić, gdzie będą żyli ludzie, a gdzie mają kłębić się siły, których lepiej trzymać na dystans. Z tego myślenia rodzi się struktura dziewięciu światów. Każdy z nich ma trafić w inne potrzeby i inne emocje: Asgard – w dumę i władzę, Jotunheim – w dzikość, Hel – w spokój i ciszę po śmierci, Midgard – w codzienność zwykłych ludzi.

Światy na drzewie

Porządkowanie kosmosu nie kończy się na podziale „kto gdzie mieszka”. Trzeba jeszcze to wszystko ze sobą połączyć. W nordyckiej wyobraźni tę rolę pełni drzewo Yggdrasil, którego korzenie i gałęzie spinają dziewięć światów w jedną całość. Dzięki temu można nie tylko powiedzieć „tu są bogowie, tam olbrzymy, a tu ludzie”, ale też pokazać relacje między nimi: kto jest wyżej, kto niżej, kto bliżej kogo.

To właśnie dlatego świat ludzi – Midgard – ląduje w środku. Położony między Asgardem a krainami chaosu, jest czymś w rodzaju strefy buforowej. Ludzie są wystarczająco blisko bogów, by móc liczyć na ich wsparcie, ale zarazem niebezpiecznie blisko sił, które chętnie wdarłyby się do ich świata. Ten środkowy pierścień jest chroniony murami i morzem, ale nigdy do końca bezpieczny.

Takie ustawienie ma ważny skutek: człowiek od początku jest wpisany w obraz świata jako istota między. Ani całkiem boska, ani całkiem bezbronna. Żyjąca pośrodku, między górą a dołem, światłem i mrokiem, porządkiem i chaosem.

Ludzie pojawiają się późno

Warto zauważyć, że w nordyckiej mitologii ludzie nie są „pierwsi na liście”. Najpierw trzeba zbudować całą scenografię: uformować ziemię, podzielić wszechświat na światy, osadzić bogów w Asgardzie, a olbrzymów w Jotunheimie. Dopiero wtedy można zadać pytanie: kto będzie mieszkał w tym środkowym, ogrodzonym świecie?

Odpowiedzią jest dobrze znana scena nad brzegiem morza. Bogowie znajdują dwa kawałki drewna – nic wyjątkowego, zwykłe pnie wyrzucone przez fale. To dopiero ich decyzja i działanie sprawiają, że z martwego materiału powstają Ask i Embla, pierwsi ludzie. Jeden bóg daje im oddech, inny zmysły, kolejny wygląd i świadomość. Z czegoś, co do tej pory było tylko fragmentem krajobrazu, rodzi się ktoś, kto może myśleć, mówić, działać.

Ten epizod jest rozwinięty w tekście „Narodziny pierwszych ludzi: Ask i Embla”. Widać w nim bardzo wyraźnie nordycką logikę: świat został wcześniej ułożony, teraz trzeba znaleźć dla ludzi miejsce w już istniejącej siatce powiązań. Nie są oni panami wszechświata, ale kolejnym elementem większego porządku.

Porządek, który nie jest wieczny

Z dzisiejszej perspektywy wizja dziewięciu światów i środkowego Midgardu brzmi jak dobrze przemyślana metafora. Człowiek nie jest centrum wszystkiego, ale zajmuje pozycję, w której różne siły stale go dotykają. Z jednej strony bogowie, którzy w teorii go chronią. Z drugiej – olbrzymy, potwory, zmarli, a nawet zwykły przypadek, który w tej mitologii przybiera postać kapryśnego losu.

Nordyckie porządkowanie kosmosu nie obiecuje, że świat będzie trwał wiecznie. Wręcz przeciwnie – w dalszej części opowieści pojawiają się pierwsze pęknięcia w tym systemie, zapowiedzi Ragnaröku, wielkiej zimy i końca tego, co znamy. Na razie jednak, na etapie dziewięciu światów i narodzin ludzi, oglądamy moment, w którym wszystko jest na swoim miejscu. To punkt równowagi, o którą bogowie długo walczyli – i której, jak wiemy, nie zdołają utrzymać.

Z dziennikarskiego punktu widzenia można powiedzieć, że nordycki kosmos wygląda jak dobrze zaprojektowane miasto: są dzielnice, granice, system komunikacji i centrum, w którym toczy się najwięcej spraw. Ale gdzieś pod spodem cały czas pracują siły, które prędzej czy później ten idealny „plan zagospodarowania” wystawią na próbę.

By Ola A.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *