W dawnych przekazach z okolic Kalisza w Wielkopolsce wspominano postać zwaną Plonkiem. Mówiono o nim krótko i dobitnie: „Plonkiem zwą w Kaliskiem diablika w postaci czarnego kogutka, który swemu zwolennikowi obfitych plonów dostarcza”. W tym jednym zdaniu zawiera się cała istota legendy: mała, diabelska istota przybierająca kształt czarnego kogutka, ściśle związana z urodzajem na polu i pomyślnością gospodarstwa. Nie opisywano tu długich przygód ani niezwykłych wypraw. Plonek nie występuje jako bohater bajecznych czynów. Jego rola jest konkretna i przyziemna: przynosi plon.
Plonek pojawia się w opowieściach jako ktoś, kto nie działa sam z siebie, ale „swemu zwolennikowi” – temu, kto po jego stronie – zapewnia dostatek zbiorów. Nie ma tu mowy o przypadkowym szczęściu czy kaprysie. Urodzaj ma źródło w więzi między istotą a człowiekiem. Właśnie ta więź jest w legendzie najważniejsza: Plonek nie jest duchem miejsca ani strażnikiem lasu; nie strzeże skarbów i nie wodzi wędrowców na manowce. Związany jest z człowiekiem uprawiającym ziemię i z tym, co na tej ziemi dojrzewa. W opowieściach nie rozwijano szerzej, jak taka więź się zawiązuje, nie podawano przepisów, obrzędów ani zaklęć. Wystarczało stwierdzenie, że ma swojego „zwolennika”, a temu właśnie sprzyja.
Wygląd Plonka w tradycji jest jednoznaczny: czarny kogutek. Nie ma tu wachlarza przemian ani katalogu postaci. Nie mieni się płomieniami, nie przybiera postaci kota, psa czy węża. To kogutek, i to czarny. W takiej postaci jest rozpoznawalny i tak jest przywoływany w ludowym opisie. Nie roztrząsa się w przekazach, gdzie bywa widziany ani kiedy się pojawia. Nie mówi się, czy przylatuje o zmierzchu, czy siada na belce w stodole. Legenda nie mnoży szczegółów – podkreśla przede wszystkim znak rozpoznawczy: czarne kogucie pióra i związek z plonem.
Słowo „diablik” wprowadza do opowieści ton, który dobrze oddaje jej charakter: to nie „anioł urodzaju” ani bezimienny duch opiekuńczy. „Diablik” – mały diabełek, postać z ludowej wyobraźni, osadzona na granicy codzienności i niesamowitości. Nie towarzyszą temu jednak opisy strachu, kar czy pokus. Nie opowiada się o nim jako o niszczycielu, lecz jako o kimś, kto dostarcza obfitości. Diabelskość Plonka nie polega na szkodzeniu; w przekazie wiąże się z tajemnicą nadnaturalnej pomyślności. Tak właśnie mówiono: mała, nadprzyrodzona istota, a skutkiem jej obecności są pełniejsze kłosy i bogatszy spichlerz u tego, kto jest jej „zwolennikiem”.
Kontekst geograficzny i kulturowy legendy jest równie klarowny: Kaliskie, czyli okolice Kalisza – część Wielkopolski. To nie wędrowna opowieść przypisywana wielu krainom ani uniwersalny obrazek powtarzany bez zakorzenienia. Plonek należy do miejscowej pamięci i do języka opisu urodzaju właśnie tam. W opowieściach nie przenosi się go w Karkonosze, nie wiąże z morzem ani z puszczą. Ziemia, którą tu uprawiano, i praca na tej ziemi stanowią naturalne tło dla całej postaci.
W legendzie Plonek nie potrzebuje długiej listy atrybutów. Nie towarzyszą mu drużyny innych istot, nie ma swojej własnej krainy ani pałacu pod miedzą. Nie zapisano też, by domagał się darów, by złościł się na brak poczęstunku, by spłatał psikusy obrażony. Opowieść nie rozwija jego charakteru, nie nadaje mu mowy ani imienia poza jednym – Plonek. Wszystko, co ważne, zamknięte jest w prostym opisie: kto ma Plonka po swojej stronie, ten ma plony.
Takie ujęcie sprawia, że legenda brzmi jak krótka, ludowa definicja: imię, postać, działanie. W tej definicji mieści się cała mądrość przekazu. Czarny kogutek jest znakiem nadzwyczajnego powodzenia. Zwolennik Plonka to nie ktoś wyniesiony ponad innych, ale gospodarz, któremu – tak mówiono – „się darzy”. Nie wylicza się, jakie to zboża, nie określa się, ile snopów więcej przyniesie żniwiarz. Nie ma tu rachunku ani księgi cudów. Jest natomiast mocny skrót myślowy: obfitość.
W tym skrócie zawiera się również sposób, w jaki opowieść funkcjonowała w wiejskiej wspólnocie. Nie była pieczołowicie ilustrowaną baśnią z bohaterami, dialogami i przygodami. Była raczej słowem, które nadawało formę obserwacji: gdzieś obok – w sąsiedztwie, w tej samej wsi – bywa, że u jednego gospodarza ziarno sypie się pełniej, a u drugiego skromniej. Ludowy język nazywał to imieniem, które wyjaśniało przyczynę po swojemu: ma Plonka. Tak ta opowieść sięgała po porządek świata nadnaturalnego, nie po to, by straszyć, ale by nazwać pomyślność.
Opowieść o Plonku nie dopowiada, jak się kończą historie tych, którzy „nie są po jego stronie”. Nie dopowiada, co się dzieje, gdy „zwolennik” go traci. Nie rozważa też, czy Plonek kiedykolwiek zmienia gospodarza. Nie zajmuje się losami samej istoty. Zatrzymuje się na granicy, na której to, co niewidzialne, zostawia widzialny skutek: obfitość plonów u jednych, a u innych jej brak. W tym sensie jest to legenda oszczędna, lecz trafiająca w sedno ludowego doświadczenia: pracy na roli, zależnej od pogody, czasu i – jak tu powiedziano – od pomocnika, który ma postać czarnego kogutka.
Tak przedstawiona, legenda o Plonku pozostaje krótka, przejrzysta i ściśle związana z miejscem. Nie dodaje bohaterom imion, nie przypisuje Plonkowi zwyczajów, których przekaz nie notuje. Nie rozbudowuje opowieści o morze szczegółów. Zostawia obraz, który rozpoznaje się natychmiast: czarny kogutek z Kaliskiego, mały „diablik”, którego obecność objaśnia urodzaj „swego zwolennika”. Tyle wystarczyło, by Plonek zapisał się w pamięci ludowej jako znak obfitości – i tak właśnie go w tej opowieści przedstawiano.

